Logo Rozwojowiec Przez ograniczony czas możesz za darmo pobrać schemat wprowadzania trwałych zmian: Pobierz schemat >>

6 sposobów jak znaleźć więcej czasu na czytanie

„Nie mam już na to czasu” – jak wiele rzeczy w Twoim życiu wpada w tę kategorię? Jak wiele rzeczy… dobrych dla Ciebie?

Dla mnie czytanie książek przez kilka lat było jedną z tych rzeczy. Już nie jest – czytam więcej niż kiedykolwiek wcześniej, a zawdzięczam to między innymi kilku z sześciu sposobów, jakie poznasz w tym wideo.

Jak odnalazłem czas na czytanie i jak Ty możesz mieć go więcej?
Obejrzyj i się przekonaj.

Czas trwania: 11:39 min.

Znalazłeś w tym wartość?

Podziel się i pomóż innym także znaleźć ten materiał:

Zobacz również:
Komentarze (12):
  1. Sławek pisze:

    A mi się spodobała myśl o tym, żeby zawsze mieć przy sobie lekturę :+) Chyba pobiorę sobie ebooka na komórkę…
    Dziękuję za prezentację!

  2. Elżbieta pisze:

    Najlepszy sposób to w komunikacji i w kolejce.do lekarza ,o ile nie jestem zdenerwowana.Reszta dla mnie w wieku70+
    odpad,.zresztą czasu mi nie brakuje.
    Ale mnie interesuje czytnik .Jaki Pan poleca?Skąd pobrać dobre książki ?
    Nie mam orientacji w tym temacie,ani nie mam kogo się pytać.
    Czytam w smartfonie ale prawda że oczy się męczą.
    Pozdrawiam
    Elżbieta

  3. Vis pisze:

    Ale to są rady dla takich mało zobowiązujących książek. Ja zazwyczaj muszę mieć pod ręką ołówek i zakładki indeksujące żeby otagować interesujące fragmenty które mogą mi się przydać w przyszłości bądź które będę jeszcze musiał zweryfikować.

  4. Rysiek pisze:

    Generalnie jestem przeciwnikiem czytników:
    – słaby kontrast, technologia jeszcze niedopracowana, mimo że już „weszła pod strzechy”
    – każdy e-book wygląda tak samo, czcionki, etc., a równocześnie ten sam tytuł na różnych czytnikach mieć różną liczbę stron [bo odmienna przekątna ekranu czytnika albo różne ustawiona wielkość czcionki] i np. 2 osoby nie mogą wymienić uwagi na temat treści [choć to pewnie nieistotne bo kto rozmawia o książkach ?]
    – brak informacji „co mam i gdzie jestem”, w książce wkładam zakładkę i wiem czy jestem w połowie czy to już ostatnie strony; gruba książka to informacja że dużo treści; dostęp do informacji o tytule, wydawcy, roku wydania, autorze, jest utrudniony, trzeba się „przeklikać” a w papierze odwracam kartę i czytam,
    – brak okładki, obwoluty, osobiście jestem wzrokowcem i widząc okładkę przypominam sobie co jest w środku, na czytniku tego nie ma
    – łatwość pozyskiwania e-booków kupowanych, kradzionych, tworzonych i udostępnianych przez entuzjastów, powoduje że to co czytamy może nie być najlepszą wersją tekstu który chcemy przeczytać; do tego dochodzą wersje demonstracyjne zawierające 1-2 rozdziały i w sumie przyzwyczajamy się do dziadostwa …
    – mały format, chyba 7″ max
    E-book to taka tubka z masą zawierającą węglowodany, białko, minerały, wyciskana do ust w przedsionku WC, jako produkt mający zastąpić kolację z piękną kobietą osobą przy blasku świec. Skutek dla organizmu niby ten sam, ale …
    To o literaturze pięknej, bo literaturę techniczną wykorzystuje głównie w wersji „e”.
    A ad meritum, o czytaniu na bieżni nie myślałem, muszę spróbować.
    No i żeby nie było że tylko narzekam, to podaję swój własny sposób na czytanie. Stosuję [testuję] metodę pracy pomodoro, tzn. praca w rytmie 25min pracy/ 5min odpoczynku. I w czasie odpoczynku czytam książkę. Taki system mobilizuje mnie do wytężonej pracy przez te 25min [często wydłużam do 45-60min jeśli nie potrzebuje przerwy] bo w przerwie czeka nagroda w postaci dalszego ciągu opowieści. Rytm reguluje program na komórce, który dodatkowo oferuje statystyki jak długo pracowałem nad jakimś tematem.

    • Michał pisze:

      Bardzo ciekawy komentarz. Dzięki! Właśnie się zastanawiam nad czytnikiem. 🙂

    • inż. Mamoń pisze:

      Tyle się naprodukowałeś a nie podałeś ani jednego merytorycznego argumentu przeciwko czytnikom. Wszytko to są tylko twoje osobiste, nieracjonalne uprzedzenia typu „każdy e-book wygląda tak samo” albo „brak okładki, obwoluty” – litości, człowieku! Co to ma być???
      A swoją drogą skoro to dla ciebie taki problem to zakładam, że masz na biurku drukowaną wersję internetu. Bo na wydruku możesz sobie ponaklejać różne fiszki, włożyć zakładkę, oprawić a nawet postawić na półce.
      Słaby kontrast? Skoro widziałeś tylko podrzędną, chińską taniochę to się nie dziwię, że takie masz wyobrażenia o czytnikach.
      Żyjesz w jakimś przedziwnie zniekształconym, ciasnym światku i jeżeli to ci odpowiada to twoja sprawa ale nie obrzydzaj innym ludziom wynalazków, o których nie masz bladego pojęcia.

  5. Gosia pisze:

    Prezentacja Ok. W komunikacji miejskiej i poczekalni w przychodni też często zdarza mi się czytać książki lub ebooki. Spacerowanie z książką wydaje mi się mało praktyczne, wolę posiedzieć na balkonie lub w fotelu w domu.
    Czytnik dostałam w prezencie. Nie wiem czy sama bym zdecydowała się go kupić.
    Ale doceniam go teraz. Mam mnóstwo książek – niemalże prawdziwa biblioteka w domu. Na nowe już trudno znaleźć jakieś sensowne miejsce. A w małym czytniku mieści się cały ogrom ebooków – zabiera to mało miejsca, nie jest ciężkie, oczy rzeczywiście się nie męczą.

  6. Mariola pisze:

    Lubię przy sobie mieć książkę i gdy mam wolny czas czytać ją.Preferuję jednak papierową wersję.A dzięki temu,że czytam,korzystam z dobrodziejstwa posiadania roweru treningowego,ponieważ ćwiczę i czytam jednocześnie.

  7. Agnieszka pisze:

    Nasuwa się pytanie – jak w sytuacji marszu czytać, gdy używam w czasie czytania wskaźnika, by zwiększyć prędkość czytania :D?

  8. Michał pisze:

    Zabrakło mi w tej poradzie pkt. 7 – czytanie na „tronie” 🙂
    Tylko trzeba uważać z czasem, aby nie wychodzić jak mumia z sali tronowej 🙂

  9. Arek pisze:

    I jest OK. Mam nadzieję, że Pan Maciek już nie zalicza do czytelnictwa tekstów w Pudelka. Ja odstąpię od ironicznego proponowania czytelniczego ekwiwalentu jeszcze niższego stopnia, czyli komentarzy do tekstów Pudelka. Analiz tekstów nie robiłem, ale o nich pamiętam i je zamieszczę – na potwierdzenie lub obalenie moich tez o wyższości książki kwalifikowanej od tekstów portali lekkopiszących.
    Preferuję książkę papierową – łatwiej i szybciej się ją czyta; czasami czuć patynę wieku, a w podniszczonych książkach z biblioteki, roczniki, które ją wertowały.
    Do samolotu zabieram kindla – mogę powiększyć litery, zmienić czcionkę, jest też słownik, no i duży księgozbiór. Książki papierowe lecą wówczas w bagażu nadawanym. Samolot o tyle nadaje się do czytania, że przez kilka godzin trzeba się czymś zająć, a na międzylądowaniach czeka się przy gejcie czasami również kilka godzin, więc można ten czas dobrze spożytkować.
    Komunikacji miejskiej nie używam już z lenistwa, niemniej gdy używałem, to książki papierowe w niej pochłaniałem, przeważnie specjalistyczne. Za to w samochodzie słucham audiobooków lub kursów językowych. Audiobooki sprawdzają się w chodzeniu po sklepach, na ulicy, wszędzie tam, gdzie przemieszczamy się, a nie można nic innego robić. Czytający stosuje też odpowiednią intonację, więc pewne fragmenty książki zostają zaakcentowane. Można więcej w ten sposób zapamiętać.
    Czytania książki chodząc nie próbowałem poza czasami szkolnymi. Natomiast czytałem na orbitreku. No i cóż, tu pokazuje się przewaga czytnika – daję większe litery, jest mi łatwiej czytać mimo ruchów ciała góra-dół.
    Można jeszcze kupić lub zbudować bieżnię do wolnego chodzenia, tempo 2-6 km/godz., i jednoczesnego pracowania przy biurku – a więc na komputerze, z książkami, notatkami itd. Taka zdrowa moda.
    Załatwianie „dwójki” to również sposób na sekwencyjne, ale stałe czytanie książki. Niezbyt zdrowe, bo może skończyć się hemoroidami.
    Bardzo ciekawa jest technika czytania podana kilka postów wyżej – pomodoro. Stosuję podobną na komputerze, by poprawić szybkość czytania. Czytam wówczas po 10 minut, po czym mierzę swoją prędkość w wyrazach na minutę (ilość zliczonych słów w danym fragmencie / 10). To mnie mobilizuje do dużej koncentracji na tekście.
    Kiedyś uczyłem się szybkiego czytania, ale po przekroczeniu 2000 słów na minutę zrezygnowałem z tak dużej (albo i małej, bo można czytać duuużo szybciej) prędkości. Powód jest prosty – nie można delektować się tekstem; traci się przyjemność czytania. Trzeba samemu określić szybkość czytania optymalną dla danego tekstu. Podobnie można przeglądać filmy – kilka razy szybciej. W ciągu 20 minut można poznać całą treść filmu. Tylko, jaka z tego przyjemność? Chyba, że trzeba coś wyszukać w filmie, wówczas taki przegląd jest idealny.
    Na koniec podam, że zdarza mi się czytać… w wannie! Jest ryzyko, że książka zostanie zamoczona, niemniej moczenie się w gorącej wodzie pozwala i ten czas wykorzystać na czytanie. 🙂 A jak nie ma czasu, to go się znajduje w innych miejscach. Czego i Wam życzę!
    Pozdrowienia dla Autora prezentacji i Czytelników!

  10. Arek pisze:

    Zapomniałem jeszcze o kolejnej dobrej funkcji niekoniecznie dobrej książki – jako środek nasenny, już leżąc w łóżku. Można użyć książki nudnej, po której zamykają się oczy. Kiedyś go praktykowałem, warto zatem odświeżyć sprawdzony sposób.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *