Logo Rozwojowiec W ten czwartek (28 października) odbywa się darmowe szkolenie online na żywo z Damianem Zobacz szczegóły >>

Zobacz gdzie giną Twoje postanowienia [cykl życia postanowień]

Witaj w pierwszej prezentacji w 2014! 😀

Proponuję żebyśmy w tym roku naprawdę dali czadu i wprowadzili sporo trwałych zmian w naszej codzienności i nawykach. Oczywiście takich, które będą nam dobrze służyć.

Jednak zanim zaczniemy cokolwiek zmieniać, zobaczmy najpierw gdzie (i dlaczego) najczęściej rozsypują się nasze postanowienia, żebyśmy tym razem mogli wielokrotnie skuteczniej do nich podejść.

Zapraszam 🙂

Znalazłeś w tym wartość?

Podziel się i pomóż innym także znaleźć ten materiał:

Zobacz również:
Komentarze (70):
  1. Marcin L pisze:

    Wow! Jakież to okrutnie prawdziwe.
    Ale, Damianie. Co zrobić z tymi postanowieniami których nie skończyliśmy i zamieniliśmy je na inne? Wrócić do nich czy porzucić na zawsze?
    Marcin

    • Damian Redmer pisze:

      Wszystko zależy od tego jak bardzo cenisz tamte postanowienia. Ale pamięta, że nie musisz ani od razu do nich wracać, ani kompletnie porzucać. Możesz je „wziąć” na barki w stosownym czasie (gdy np. wyrobisz sobie mocny nawyk związany z innym postanowieniem i nie będziesz się już musiał dyscyplinować żeby je wykonywać, bo będzie działało na „autopilocie”).

    • Mariusz pisze:

      Albo chcesz tego albo nie, 100% pewności i potem po prostu zap…..lasz żeby to osiągnąć 🙂 Sądzisz, że prawdziwi ludzie sukcesu zadają takie dziwaczne pytania ?

    • Mariusz pisze:

      Po prostu większość ludzi niczego nie osiąga i ta większość jest też potrzebna żeby ta mniejszość mogła dużo osiągać :). Wybór należy do Ciebie w jakiej grupie chcesz być 🙂

    • Małgorzata pisze:

      Marcinie,
      czyżbyś miał za mało pewności siebie, aby samodzielnie odpowiedzieć sobie na to pytanie? Pracujesz nie nad tym co trzeba.

  2. Alek pisze:

    O tego nie było na BMU

    • Damian Redmer pisze:

      Było, tylko tak ładnie tego nie ująłem 🙂 Ale ostateczny wniosek będzie Ci znany 😀

  3. Tomek pisze:

    Małe sprostowanie: ignorancja to nie „ignorowanie”, tylko brak wiedzy!

  4. Robert pisze:

    Zapisać cel.
    Znaleść mentora.
    Podzielić cel na mniejsze kawałki.

  5. Jacek pisze:

    Tak, niestety, jest to bardzo prawdziwe!
    Jak jeszcze nowe ciekawsze projekty do nas docierają i odciągają od tych rozpoczętych to potem trudno nam wrócić do starych a w nowych tez się nie udaje…
    Jestem bardzo ciekawy Twoich ropozycji na realizację celów mimo wszystko i jak osiągnąć sukces docierając do ceku?
    Jacek

  6. Anulka pisze:

    Myślę, że to kwestia wybaczania sobie sprawia najbardziej, że jesteśmy w stanie na nowo podjąć postanowienie. Mówię sobie: ok, dziś poległam, (bo np. źle się czułam) ale jutro znów jest dzień. I w efekcie nie muszę czekać miesięcy i szukać okazji by na nowo podjąć wyzwanie. Jest nią kolejny dzień, czy nawet godzina.

  7. inaya pisze:

    Bardzo ciekawa prezentacja, daje do myślenia 🙂 Drobna uwaga techniczna: czy faza „ignorancji” (niewiedzy) nie powinna jednak nazywać się fazą „ignorowania”? Taka nazwa chyba trafniej oddawałaby jej istotę.

  8. Anna pisze:

    Dziękuję , Damianie!
    Ta prezentacja uświadomiła mi, jak ważną właściwością jest wytrwałość. Jeśli nawet na parę dni porzucimy postanowienie, to trzeba jak najszybciej do niego powrócić i trwać w nim. Takie „upadki” mogą się powtarzać, trzeba to dopuścić, lecz za którymś razem podniesiemy sie i nie upadniemy już więcej! A więc wyrwiemy się z błędnego koła! (przypomnijmy sobie jak uczyliśmy się chodzić!).
    Pozdrawiam,
    Anna

    • Andriu pisze:

      dobre przypomnijmy sobie jak uczylismy sie chodzic….:)

  9. Radek pisze:

    Hello Mysle ze motywacja jest dobra ale na poczatek, poniewaz numer 1 jest sila woli. Mieszkam w Anglii i jak powiedzialem ze chce studiowac pielegniarstwo spotkalem sie z duza nienawiscia w pracy i musze naprawde sie dopingowac zwlaszcza ze” life is brutal” i czasami jak chcesz cos osiagnac wlasnymi ”rekami” lepiej nic nie mowic i robic to dalej. Podchodzilem do tego celu juz 4 razy i za kazdym razem sie nie udawalo;-( ;-(i probuje znalesc ”zloty srodek”ale wiem ze wina jest we mnie i musze cos odbudowac w sobie, gdyz latwo jest narzekac.;-)

  10. Dawid pisze:

    Moje postanowienia noworoczne są na razie w fazie II i na razie dobrze mi idzie. Mam nadzieje, że w kolejnej prezentacji pokażesz coś co pozwoli w pełni zrealizować moje cele

  11. Michał S pisze:

    Chyba ta faza trzecia wynika z wyczerpywania się „paliwa motywacyjnego”. Na ile jest ona nieuchronna? Gdyby wynikała tylko z „zewnętrznych” wydarzeń to zamiast fazy 4 byłaby faza 1 – no nie?
    No więc aby dojść do „autopilota” należałoby chyba zastosować fazę 1, 2 zmodyfikowaną fazę 3 polegającą na kontrolowanym odpoczynku, a następnie fazę 1, 2 itd. Mam nadzieję że nie trafiłem, gdyż z ciekawością czekam na kolejny czwartek ;).

  12. Ania pisze:

    Cześć Damian,
    Na podstawie wiedzy z poprzednich prezentacji i Twojego komentarza powyżej metodą może być – wyrobienie sobie nawyku w jakiejś łatwej prostej czynności, następne rzeczy wtedy przychodzą łatwiej.
    Osobiście stosuję podejście opisane chyba w książce „Nawyk samodyscypliny” (którą też przeczytałam po obejrzeniu Twoich prezentacji) o skupieniu się ciągłym rozpoczynaniu, a nie ma kończeniu zadaniu, projektu i wyrabiania nawyku. Wiem co chcę osiągnąć i szukam kiedy mogę ponownie zacząć. Cieszę się z każdej próby i kiedy nie mam czasu na ten nawyk to spokojnie go odkładam. Czyli zwykle zatrzymuję się na etapie trzecim/czwartym.
    Jestem bardzo ciekawa metody jaką przedstawisz za tydzień, bo mam sporo nawyków na których się nie skupiam i są e jednej z dwóch ostatnich faz :). Dużym problemem jest u mnie liczba nawyków i umiejętności jakie chce wyrobić i zmienność w tym zakresie:). A doba cały czas ma 24 godziny lub 26 jeśli wstanę dwie godziny wcześniej :).
    Pozdrawiam,
    Ania

    • Tomek pisze:

      Aniu – w 100% się zgadzam! 🙂
      Rozpoczynanie za każdym razem od nowa i zupełnie nieprzejmowanie się wypadnięciem z rytmu to chyba najlepszy sposób osiągnięcia sukcesu 😉
      Osobiście przez okres okołoświąteczny zupełnie wypadłem z nawyku systematycznej pracy – a wszystko to przede wszystkim przez to… że do poniedziałku funkcjonowałem bez kalendarza. Często bardzo drobne detale mogą mieć kolosalne znaczenie. I co ciekawe w zależności od naszego stopnia skupienia mogą działać na naszą korzyść lub niekorzyść. Np. fotel obrotowy zmieniłem na taboret, żeby zawsze siedzieć prosto… i dzięki temu, częściej siedzę prosto, ale jednocześnie na ten moment mniej chce mi się na nim siadać, niż wcześniej na krześle. Warto odnajdywać balans 😉

  13. Ryszarda pisze:

    Twoje prezentacje zawsze skłaniają mnie do przemyślenia swojego postępowania.
    Z postanowieniami to chyba jest tak, że jeśli nam zależy bardzo i przygotujemy się psychicznie do pracy nad celem( zmiana myślenia), to cel osiągniemy. Jest też problem z trwaniem, bo gdy widzimy pierwsze sukcesy to albo to nas bardziej motywuje, albo spoczywamy na laurach…..

  14. Arek pisze:

    Niestety, wszystko to prawda. Postanowienie jest realizowane, nawet z trudem, do momentu wystąpienia przeszkody piętrzącej zadania zmierzające do ukończenia go. Naukę języka obcego trzeba opuścić, by zyskać więcej czasu na inne zajęcia, które w danym okresie są niezbędne. Powrót do nauki języka jest koszmarny, gdy jest zgromadzonego zbyt wiele materiału do powtórki.
    W tym wypadku widzę takie rozwiązanie – kontynuować naukę z nowym materiałem, jak tylko da się najwcześniej. Aktywizacja mózgu w obszarze „językowym” spowoduje, że i stare rzeczy nie będą tak szybko tracone, jak przy całkowitym zaniechaniu nauki. W nowe powtórki wplatamy stare, działając konsekwentnie, tak aby zredukować do zera konieczność powtarzania. Po jakimś czasie zaległości „same” osiągną stan zerowy.
    Utrzymanie koła zamachowego w ruchu
    Sądzę, że podobnie można postąpić przy innych postanowieniach. Zamieniając czasowo duży obowiązek na mniejszy. Chodzi o to, by utrzymać nawyk wykonywania pewnych działań, czyli dodawać trochę energii do tego koła zamachowego, które rozkręciliśmy wykonując swoje postanowienie. Znacznie łatwiej jest wykonywać czynności związane z zadaniem, gdy człowiek jest rozkręcony, ścieżki nerwowe w mózgu poprzecierane, a czas na zadania był wcześniej rezerwowany spośród 24 godzin dobowych. Bardzo ciężko później ruszyć ze wszystkim, gdy „koło zamachowe działań” stanie w miejscu a samodyscyplina rozpręży się. Lepiej więc cokolwiek wykonać, minimalizując plan działań, niż całkowicie zrezygnować z realizacji postanowień. Będzie znacznie łatwiej powrócić na dawne tory, a może i z większą energią, bo po specyficznym odpoczynku.
    Pozdrawiam
    Arek

    • Kamila pisze:

      Arku w Twojej wypowiedzi znalazłam tak jakby cząstkę swojego życia. Zarówno przedstawiony materiał jak i Twoja wypowiedź ,po części oddają odzwierciedlenie moich postanowień. Dziwi mnie,że dopiero po obejrzeniu prezentacji,jak i przeczytaniu Twojej opinii na tenże temat-ona jest istnym dopełnieniem całości-dostrzegłam jakie robię błędy. Dziękuję zarówno Damianowi, jak i Tobie,pozdrawiam.

  15. Ewka pisze:

    Witam serdecznie!
    Długo już się przygladam temu blogowi aczkolwiek dopiero ten temat zmusił mnie do napisania komentzrza:)
    Bardzo długo miałam problem z samodyscypliną i moje postanowienia toczyły się właśnie takim powyższym kołem. Sytuacja się zmieniła kiedy:
    – skupiłam się na tylko jednym postanowieniu (w moim przypadku to było napisanie książki)
    – codziennie bez wyjątku marzyłam o tym jak to będzie fantastycznie kiedy to osiągnę, wyobrażałam sobie wieczorami jak trzymam w ręku moje gotowe i wspaniałe dzieło, z każdym detalem i szczegółem, jak znajomi, rodzina gratulują mi wydania własnej książki itd… I tak przez caluśki rok. W ten sposób uwierzyłam, ze to możliwe i miałam motywacje
    – przyjełam zasade małych kroków i nie przejmowałam się kompletnie tym czy jednego dnia będę pisać przez 4 godziny a innego przez 1 minutę, bo napiszę słowo. (Bardzo często polegamy gdy narzucamy sobie więcej niż jesteśmy w stanie zrobić. np schudnij 20kg w 3dni. W chwili postanawiania jesteśmy podekscytowani, a potem co.. porażka.)
    – powiedziałam komuś kto jest dla mnie bardzo ważny co postanowiłam
    (Pomyś jak będzie Ci głupio kiedy Ci sie nie uda. Jest to dobra rada dla osób słownych)
    – i ten ktoś mnie z całego serca wspierał i podnosił z podłogi, gdy myślałam, ze to nie możliwe
    – prosiłam o pomoc! w kupie siła:)
    Powodzenia !

  16. DoroteK pisze:

    Damianie, trafiłeś idealnie w punkt moich oczekiwań. (właśnie jestem w czasie sesji i odchudzanie poszło w kąt 😉 Czekam niecierpliwie na kolejny czwartek 🙂

  17. Daniel pisze:

    Wyjątkowo trafne spostrzeżenie. Niestety ja na to sposobu nie mam, więc czekam do następnej prezentacji 🙂

  18. Pat pisze:

    Nie mogę się doczekać przyszłego tygodnia ;P. Jedyna metoda, jak przychodzi mi do głowy, to zapętlenie tego koła jak najszybciej. Skoro i tak postanowienia żyją takim cyklem, to kiedy już jesteśmy na etapie zarzucenia postanowienia trzeba jak najszybciej przeskoczyć z etapu ignorancji do irytacji, która już za chwilę pchnie nas do etapu ekscytacji (z powodu podjęcia tego samego postanowienia – jeśli było naprawdę ważne, lub nowego – ważniejszego, starego „po reformie”).
    I ciekawa jestem pomysłów na przyspieszenie tego procesu. Pokazałeś kiedyś mapę motywacyjną. Dobry pomysł, jak wszystko, co nam przypomina o postanowieniu wyrywając z ignorancji – np. przyjaciel, któremu powiedzieliśmy o postanowieniu i który podpyta „jak tam”? Jednak jeśli postanowienie nie było dość istotne, motywacja nie była na starcie dobra lub wystarczająco silna, to takie sztuczki nie pomagają. Przynajmniej mi 😉
    Czekam zatem na nowe pomysły w tym zakresie =)

  19. Ustalenie jakiekokolwiek celu to zmiana zachowania (wprowadzenie nowego nawyku albo zmiana poprzedniego).
    Każdy nawyk związany jest z sytuacją (otoczeniem, emocjami, myślami).
    Należałoby więc określić co i w jakich sytuacjach chcemy zmienić.
    Potem zrobić sobie to zapisać i dodatkowo określić:
    – jakie będą pozytywne skutki osiągnięcia celu
    – jakie będą negatywne skutki nieosiągnięcia celu
    – jakie pojawią się przeszkody i jak sobie z nimi poradzisz
    – …
    Elementów uskuteczniających możnaby dodawać więcej, ale chodzi po prostu o to, że osiąganie celów nie polega na „hurra, lecimy!”.
    Jeśli ktoś biega w maratonach, to wie że musi się dobrze odżywiać, odpowiednio trenować, pić odpowiednią ilość wody, robić odpowiednie ćwiczenia w odpowiedniej kolejności.
    To dużo bardziej złożony proces niż się wydaje. Brak znajomości mechanizmów psychologicznych na jakie trzeba zwracać uwagę powoduje, że się często odpuszcza, a nawet zraża do rozwoju.

  20. Patryk pisze:

    Szok, normalnie obrazkowo opisałeś moje dotychczasowe ciągłe próby niespóźniania się do pracy… ;] Pozdrawiam! 🙂

  21. Oskar pisze:

    Kto jeszcze ma problemy z postanowieniami, Damian daj coś bardziej dla ”zaawansowanych…”

    • Damian Redmer pisze:

      A jakie problemy mają „zaawansowani” 😉

  22. LandOfLaces pisze:

    Wydaje mi się, że polegamy nie tyle na tym trzecim etapie – kiedy coś nas odciąga od realizacji celu i trochę zawalamy robotę.Może się tak wydawać, ale dopóki trwamy w postanowieniu, to jest to tylko przegrana bitwa,czy nawet ciąg bitew, ale nie wojna.
    Myślę, że tak naprawdę polegamy w momencie, kiedy nie chcemy się przyznać do tych przegranych bitew. Trochę pokory. I jak ktoś wyżej napisał – umiejętności wybaczania sobie – żeby jak najszybciej wrócić do realizacji, nie odrzucając nigdy samego postanowienia.
    Ciekawy pomysł gdzieś widziałam – notes z porażkami. Lepiej potraktować każdy upadek nie jak totalną klęskę, tylko jak okazję do uczenia się co i jak poprawiać, żeby było mniej takich upadków.
    Zastanawiam się też nad planem awaryjnym, ustalanym na samym początku – przecież wiadomo, że skoro dwa razy się coś zdarzyło i odciągnęło od regularności, to za trzecim razem pewnie też się zdarzy – trzeba to przewidzieć i dać sobie margines bezpieczeństwa psychologicznie, żeby móc sobie powiedzieć „jest ok, mimo, że nie udało się już ósmy dzień z rzędu” zamiast „aa tam, nieważne, dam sobie spokój, poddaję się” i robić to samo postanowienie od nowa po pół roku.
    Z powyższego komentarza teoria koła zamachowego daje mi do myślenia.Wprowadzam zwyczaj codziennych spacerów, ale nie mogę teraz poświęcić godziny bo czas goni? Wychodzę tylko z domu do najbliższego kiosku, kilka wdechów, rozejrzenie się 😉 i zwyczaj jest podtrzymany. Ćwiczenia? Ciężko wygospodarować godzinę? ok, 20 przysiadów i cośtam jeszcze, pięć minut wyłącznie dla zachowania przyzwyczajenia, że o danej godzinie ZABIERAM SIĘ za ćwiczenia. No i wtedy łatwiej po dłuższej przerwie powiedzieć sobie, że nie było tak źle i kontynuować, zamiast zaczynać od nowa.

  23. Beata pisze:

    Toć to jak mechanizm uzależnienia u jakiegoś alkoholika wygląda. U osoby, która chce wrócić do normy i popada w coraz większe uzależnienie niekoniecznie od alkoholu, bo np. od obżarstwa, internetu, zakupów, czy nawet rozwoju osobistego.
    Myślę, że polecisz psychoterapię.

  24. Małgorzata pisze:

    To jest prawda, rzeczywiście jakaś zmiana czy zaangażowanie się w coś wybija z rytmu i z reguły na tym kończy się żywot postanowienia.
    Ponoć utrwalenie nawyku trwa 21 lub 60 dni. Ale ja jakoś nie widzę żeby niektóre nawyki, nad którymi pracuję, się utrwalały. Nie utrwalają się tylko jest dokładnie tak jak w tym wideo.
    Ale ja teraz stosuję metodę zaczerpniętą z eksperymentu z wyznaczaniem celów. Mam zapisane moje postanowienia i codziennie zaznaczam czy spełniłam czy nie. Mimo ze często krzyżyków brakuje to pamiętam o postanowieniu i pomaga mi to wracać do niego.
    Słyszałam też gdzies hasło „żeby nie przerwać łańcucha” – to mi sie też podoba. Jesłi zaznaczam sobie kolorem dzień w którym coś się udało, choćby 5 minut, to łańcuch się nie przerywa. Nawet jeśli mi się totalnie nie chce ćwiczyć, to można przez 5 minut pokręcić głową albo oczami i już zaznaczyć sobie że ćwiczyłam. To też pozwala wytrwać w postanowieniu.
    Podoba mi się też metoda, że codziennie robię coś (cokolwiek) dla jakiejś sfery nad którą pracuję np. codziennie coś dla zdrowia – raz spacer, innym razem ćwiczenia, innym taniec albo coś innego. Wtedy nie jest nudno.
    Nie można w ten sposób śledzić zbyt wielu sfer ale kilka jak najbardziej.
    Czy wy też slyszycie, że coś zajmuje TYLKO 5 MINUT i dlaczego tego nie robisz. Tylko 5 minut a ty ciągle zapominasz. Kiedyś spisałam sobie liste rzeczy, które dobrze by było robić codzienni i każda zajmuje tylko pare minut. Wyszło tego ponad 30 pozycji i zrobiło się z tego pół dnia.
    Ale jakby pogrupować te rzeczy tematycznie to można można wyznaczyc sobie że codziennie robie 5 minut np. dla zdrowia i robię jedną z tych rzeczy do wyboru. Tak jest łatwiej i nie nudno i jest to wykonalne. Lepiej jest zrobić 5 rzeczy po 5 minut niż 30.

  25. Krzysztof pisze:

    Jak to zmienić:
    Trzeba uprzedzić fakty.
    Jeżeli jesz, że np w weekendy zwykle Ci nie wychodzi nawyk, dojdź do tego co jest tego przyczyną?
    Uprzedź fakty. Jeżeli twojego nawyku nie musisz robić o konkretnej porze. A masz to wpisane w kalendarz, np poćwiczyć 7 min. to jeśli wiesz, że w piątek jak wrócisz z imprezy będziesz padnięty. Zmodyfikuj to na ćwiczenie przed wyjściem, tylko tyle a zmieni to diametralnie cały proces;-)

  26. edward pisze:

    Z celami jest jak z biegiem.Musisz stoczyć wewnętrzną walkę z samym sobą,by nie zejsc z trasy.Poddajesz sie bo nie wiesz jaką bedziesz miał frajdę na mecie.W czasie biegu jes podobne koło zdarzeń ,czyli etapow zwątpienia.Jak wygrasz tutaj walkę z sobą to i będziesz wygrywał z celami .innymi.Proponuje sie sprawdzić,a nnigdy nie zaczynać swoich celow od 1 stycznia.

  27. Agata pisze:

    cały czas trzeba zadbać o motywację- czyli w rozmaity sposób przypominać sobie czemu miało służyć postanowienie ( a najlepiej jaką miało nam przynieść korzyść lub przyjemność).
    Dobrze mieć na wstępie te wiedzę, którą nam dzisiaj przekazałeś. Mieć świadomość że mogą przyjść „przeszkadzacze” i być na nie przygotowanym. Po prostu nie dać się wybić z rytmu. Jeśli zdarzy się przerwa to szybko należy wrócić do realizacji postanowień

  28. MIchal pisze:

    Bardzo fajna prezentacja i bardzo prawdziwa. moim zdaniem żeby nie zamknąć tego błędnego koła trzeba wypisać sobie DLACZEGO? dane postanowienie jest dla ciebie tak ważne. Jeśli będzie się świadomym dlaczego ono jest tak ważne to nie przerwie go nawet chwilowa zmiana.
    Pozdrawiam Michał

  29. Iwona pisze:

    Ja raczej mam problem taki, że jak zaczynam coś robić to robię to i jestem skupiona na wykonaniu zadania. Częściej dążę do celu i osiągam go – kosztem czasami innych codziennych spraw niż zostawiam i nie osiągam celu – to też jest czasami problem!
    Moje doświadczenia życiowe są też takie, że na wszystko w życiu jest czy też powinien być czas. Trzeba uważać na to co się wybiera na priorytety, wiedzieć co dla nas ma największą wartość, co się chce osiągnąć i na jakim etapie w życiu jesteśmy. Mój problem to czasami zbyt dużo pomysłów a za mało czasu.
    Podsumowujac – raczej nie rzucamy palenia (nie palę :)) i nie próbujemy gdy mamy w życiu jakieś większe problemy, zawirowania. Najpierw treba wyprostowaćwać swoje sprawy potem działać w innej dziedzinie. Pozdrawiam 🙂

  30. Sarah pisze:

    Postanowienia……hmm….
    Od wielu lat chcialam rzucic palenie…
    Niestety chciec–a rzucic—to juz jest inna bajka.
    Zawsze bylo tak, ze znajdowalam sobie wymowke itp. Kazdy wie o co kaman:)
    Ale ja rzucilam w koncu….i nie pale:)
    Nie bylo euforii gdy postanowilam rzucic–punktu max tez nie bylo…
    Bylo za to wykorzystanie sytuacji 🙂
    Wiec moze zeby zaczac realizowac postanowienia—trzeba najpierw rozejzec sie w okolo—-zobaczyc jakie mamy szanse na osiagniecie tego co chcecmy…
    Moze to ze komus sie udalo…Wcale nie znaczy ze jesb ma szczescie…..
    Moze poprostu —wykorzystal w sposob wlasciwy sprzyjajace warunki:)

    • Iwona pisze:

      Właśnie 🙂 przykład z paleniem to tak jakoś mi sam wystrzelił -bo nigdy nie paliłam:) Byłam za to biernym palaczem – niestety. Przeszkadzało mi to . Miałam w pracy kolegów i koleżanki, którzy palili. Kilka osób próbowało rzucić palenie np; mój szef, który był dość zestresowaną osobą – no i udawało mu się na ok. 6 m-cy – chyba były z 2 – 3 próby. Na stałe dopiero uwolnił się od nałogu gdy był blisko emerytury – więc już trochę wyluzował . Znam też kilka przypadków rzucenia palenia z przyczyn ekonomicznych…kilka zdrowotnych z różnym skutkiem… .

  31. Olimpia pisze:

    Twoja prezentacja uświadamiając ciągłą obecność błędnego koła, pozwala z nim walczyć. Każdy wewnętrznie zdaje sobie sprawę o jego istnieniu, ale większość nie ma siły albo ochoty, żeby się z nim zmagać. A tak, poznaliśmy wroga to trudniej odpuścić postanowieniom, gdy hipotetycznie wiemy jak to się może skończyć…lepiej sobie udowodnić, że się uda. Oć taka to moja konkluzja w tej sprawie. Pzdr.

  32. Sądzę, że samodyscyplina jest lekiem. Czy tak?

  33. beata pisze:

    u mnie sprawdza sie :)… wiedzialam ze przyjdzie rozproszenie- wew, zew.
    kiedy sie lapie na tym ze przyszlo, 🙂 sie i latwiej mi idzie kontynuacja
    przerwanej pracy
    intencja wdrozeniowa – robie cos jak cos… np., prasowke jak jade tramwajem
    to zapewnia systematycznosc

  34. Adam pisze:

    Mnie, Damianie, też parę razy dotknęło to zaklęte koło. Niestety!!! Słyszałem, że sytuacje, które nas odciągają na 3 etapie od planowanych celów, są skutkiem zjawiska które się nazywa entropią, czyli miarą nieuporządkowania układu. Zgodnie z 2 zasadą termodynamiki entropia układu izolowanego nie może maleć, czyli dany układ zawsze zmierza do chaosu. I ma to odniesienie również do naszego życia, ponieważ im bardziej się staramy żeby wszystko szło po naszej myśli i było uporządkowane, zawsze znajdzie się sytuacja, która wywróci wszystko do góry nogami. I to są sytuacje typu: „nie chce mi się”, nagły wyjazd służbowy, choroba dziecka, awaria sprzętu itp itd. Teoria ciekawa ale z doświadczenia wiem, że jest ona prawdziwa. W zeszłym roku wziąłem się ostro za siebie ale też otoczenie wzięło się ostro za mnie i wyjątkowo w zeszłym roku miałem dużo przypadków które odciągały mnie od wyznaczonych celów. Odpowiedź na pytanie jak to obejść nie jest wcale taka prosta ale myślę, że najlepszy w takich sytuacjach jest upór, dyscyplina i wyobrażanie sobie sytuacji, w której cel został osiągnięty pomimo przeszkód, bo zapewne to jest silniejsze od innych metod nawet tych z dawnych lat. Pzdr.

  35. Piotr pisze:

    Moim zdaniem warto otoczyć się odpowiednimi ludźmi – tzw. grupą wsparcia. Nawet jeśli jesteś samodzielny – potrzebujesz ludzi odpowiednich, żeby tę samodzielność zachować. Jeżeli nie będzie odpowiednich ludzi – pojawią się nieodpowiedni i zaczną Ci tak pomagać…
    Po drugie trzeba brać odpowiedzialność i wyciągać odpowiednie wnioski z porażek – to one zbliżają nas do sukcesu ->patrz inna prezentacja Damiana 🙂
    Powodzenia życzę wszystkim ludziom z pasją i entuzjazmem a wiązkę pozytywnej energii wysyłam tym, którzy są w chwilowym dołku – trzeba uwierzyć, że wszystko będzie dobrze i działać.
    Piotr

  36. Marek pisze:

    No cóż, jak dla mnie efektywny sposób by wrócić do swojego postanowienia to… konkurencja. To znaczy, jeżeli nawet zdarzy się, że moja motywacja w kierunku realizacji jakiegoś celu zmaleje, wystarczy, że spojrzę na kogoś kto ma to na czym mi zależy, by do tego postanowienia wrócić, bo mam motywację, by również to mieć, a nawet być lepszym. Działa praktycznie za każdym razem.

  37. Krzysiek ;) pisze:

    odbiegając od tematu…
    Dzień z życia Polaka : Wstaje rano, włącza japońskie radyjko, zakłada
    amerykańskie spodnie, wietnamski podkoszulek i chińskie tenisówki, po
    czym z holenderskiej lodówki wyciąga niemieckie piwo. Siada przed
    koreańskim komputerem i w amerykańskim banku i zleca przelewy za
    internetowe zakupy w Anglii, po czym wsiada do czeskiego samochodu i jedzie
    do francuskiego hipermarketu na zakupy. Po uzupełnieniu żarcia w
    hiszpańskie owoce, belgijski ser i greckie wino wraca do domu. Gotuje
    obiad na rosyjskim gazie . Na koniec siada na włoskiej kanapie pijąc
    kolumbijską kawe słodzoną ukraińskim cukem i… szuka pracy w
    niemieckiej gazecie – znowu nie ma! Zastanawia się, dlaczego w Polsce nie
    ma pracy i a jak jest to za 1200??? Gdyby Irlandczyk, Grek czy Niemiec
    zarabiał 1500 Euro i 5.50 Euro wydawał na litr paliwa, 20 Euro na kino i
    250 Euro na średniej klasy buty, 5 tys. Euro za metr kw. mieszkania i 60
    tys. Euro za średniej klasy nowy samochód, to na ulicach panowałaby
    regularna, krwawa wojna! Polska płaca minimalna 334 Euro, minimalna płaca
    w Irlandii 1462 przy zbliżonych kosztach życia. Polacy to najgłupszy
    naród na świecie , od zawsze okradany i poniżany, i nawet nie zdający
    sobie z tego sprawy (vide wyniki wyborów). A teraz jeszcze będziemy się
    dokładać do wymienionych wyżej państw. Bo nas stać a oni mają
    mityczny kryzys. To co jest w Polsce to nawet nie można nazwać kryzysem,
    to jest od zawsze dno i dwa metry mułu!!! Polak jest tanim wyrobnikiem UE,
    a Polska rynkiem zbytu dla towarów drugiej i trzeciej kategorii po cenach
    wyższych niż w UE !! LUDZIE OTWÓRZCIE OCZY Gdybym był okupantem i
    chciał zniszczyć naród to wyganiałbym młodych ,mądrych ludzi
    zagranicę za chlebem na emigrację, podnosiłbym podatki i wprowadzałbym
    nowe, dawał podwyżki i kolejne przywileje resortom siłowym, stawiałbym
    500 nowych radarów, wzmacniałbym inwigilację obywateli, likwidowałbym
    państwowe szkolnictwo i służbę zdrowia oraz ograniczałbym do nich
    dostęp, oddałbym banki, media i handel obcym i wrogom Polski,
    wyśmiewałbym ich wartości i religię, skłócałbym młodych ze
    starszymi ,aby przez odwróconą hipotekę przejąć za bezcen ich
    mieszkania i domy, zachęcałbym ich kobiety do feminizmu ,prostytucji i
    aborcji ,aby nie nadawały się na dobre matki i żony, zadłużałbym ich
    bezpośrednio oraz pośrednio przez państwo i gminy, aby nie mogli się
    temu sprzeciwiać, likwidowałbym ich przemysł ,a w zamian budowałbym
    ogromne stadiony na kredyt, aby przynosiły straty, dopuszczałbym do sejmu
    złodziei i degeneratów, itd. Obejrzyj się wokoło!!!!!! niech każdy
    prawdziwy Polak wklei to raz pod jakimś artykułem
    co Wy na to?

    • sprytny pisze:

      To nie miejsce na takie fajne teksyt 🙂

  38. Waldemar pisze:

    Ja uważam ze trafiasz w dziesiatkę i to wszystko w temacie. Można wymyslać różne spostrzezenia po wysłuchaniu najpierw Twoich ale to jest juz po .
    Jestes super facet majacy wiedzę na ten temat a myślę że i nie tylko na ten.
    Pozdrawiam.

    • Damian Redmer pisze:

      Dziękuję, bardzo mi miło 🙂

  39. Govik pisze:

    Po pierwsze wydaje mi się, ze należy unikać nadmiernej ekscytacji. Zgodnie z Twoją prezentacja odnośnie motywacji starać się bazować na motywacji zimnej a nie gorącej.
    Starać się wyrobić nawyki bazując na samoregulacji tak jak opisałeś we wcześniejszych prezentacjach.
    Po trzecie nie bać się porażki. Tak jak wspominałeś w jednej z pierwszych prezentacji porażka jest jednym z etapów na drodze do sukcesu. Jeśli coś się nie udało to nie robić sobie wyrzutów tylko postarać się z punktu 3 przeskoczyć od razu do 1 lub 2.
    I może jeszcze taki pomysł: zrobić listę postanowień. Po podjęciu nowego postanowienia zapisać je oraz dlaczego je podejmujemy i czemu chcemy je osiągnąć. I przeglądać taką listę regularnie.

  40. Dawid Wojda pisze:

    Gdy zobaczyłem tytuł tej prezentacji, to pomyślałem, że czytasz mi w myślach Damianie 😀 Na początku tego roku wyznaczyłem sobie kilka celów, ale już zaczęły się pojawiać pewne problemy z działaniem. Widza jak lepiej zabierać się do osiągania celów bardzo mi się teraz przyda. Zobaczyłem też, że już kilka razy byłem w tym błędnym kole. Mam nadzieję, że następna prezentacja okaże się dla mnie pomocna.
    Pozdrawiam

  41. bart pisze:

    licze ze rozwiazaniem jest wytrwalosc w dazeniu do celu i pelne zaangazowanie co przejawia sie konsekwencja.
    sposobem jest zapisywanie celow co dziennie i wykreslanie zrealizowanych krokow az do skutku.
    podobno wystarczy 21dni zapisywac cele i wykreslac pozniej podsumowac i to ma wejsc w przyzwyczajenie dazenia do celu.
    ja osobiscie jeszcze tego nie doczekalem ale proboje 🙂

    • Damian Redmer pisze:

      Zasada 21 dni jest mooocno przereklamowana i nie ma żadnego uzasadnienia, więc zdecydowanie bym na niej nie polegał. Ale jeszcze o tym z czasem wspomnę w jednej z prezentacji.

  42. Kamila pisze:

    Czy ja wiem…. Nie jest to aż takie „prawdziwe”. Odkładałam mój angielski przez 2 tygodnie i teraz znowu sie go uczę bez przerwy 🙂

  43. Dorota pisze:

    Hej.
    A ja myślę że największy problem z życiem postanowień jest to że się porządnie nie urodziły. Mówię o tych wielokrotnych przypadkach gdy otoczenie bądź my sami narzucamy na siebie presję w związku z czymś co niby trzeba by zmienić i postanawiamy że to coś zmienimy, staje się to naszym postanowieniem.
    No i co?Podam przykład mojej znajomej. Ma rozmiar XL, bez przerwy stosuje jakąś kolejną dietę cud, narzeka jaka jest gruba, co chwile słyszę od niej: no jeszcze parę m-cy i będę mieć o te X kg mniej itd. Wystarczyło że powiedziałam jej kilka razy co ja sądzę o jej rozmiarze XL. Że jest puszysta, apetyczna, że ma dużo większy biust, że jest seksowna, krągła itp. I jakoś przestała tak strasznie skupiać się na postanowieniu odchudzania.
    Chodzi o to że bardzo często nasze postanowienia nie do końca są nasze, przemyślane, nie są tym czego tak naprawdę pragniemy. No i to powoduje że ich życie jest krótkie. Ja sama przez okres 2 lat przygotowywałam się w umyśle do postanowienia: RZUCĘ PALENIE. Jak to już we mnie urosło do rangi pragnienia to zrobiłam to. Z pełną świadomością co się będzie ze mną działo w pierwszych 5 dniach, w pierwszych 2 tygodniach, w pierwszych miesiącach itd. Oczywiście jednym z ważniejszych tu pomocników była samodyscyplina. Ale dużo łatwiej się dyscyplinować jeśli wiesz co jak działa.
    Kończąc, myślę że pragnienie danego postanowienia (dla siebie samego tylko i wyłącznie) + samodyscyplina + wiara w sukces+ świadomość po co nam to wszystko to chyba to co nie pozwoli nam się wplątać w takie błędne koło.
    Chociaż nie wiem….. 🙂 jestem bardzo ciekawa kolejnej prezentacji.
    Fajnie Damianie że robisz to co robisz, inspirujesz ludzi i motywujesz, uświadamiając że to co w nas to procesy baaardzo złożone i nie zawsze jest naszą winą że coś jest takie a nie inne, że my jesteśmy tacy a nie inni, no i najważniejsze co za tym idzie to to, że możemy śmiało zacząć wierzyć w siebie i w to że możemy naprawdę dużo zmienić. super:) Żeby być jak to mówiłeś jeszcze lepszą wersją siebie.
    Pozdrawiam serdecznie.

  44. Justyna pisze:

    Moim zdaniem najlepszą metodą wytrzymania w postanowieniu jest ich zapisanie na kartce, planowanie ich realizacji w kalendarzu, realizowanie ich przy pomocy techniki Złotych Godzin i nagradzanie się za ich wykonanie. To wszystko wiem z kursu Czasowy Czarodziej i Easy Work System Damiana. Stosuję już od pół roku i na prawdę daje radę. Oczywiście zdarza mi się że coś zarzucę, czasem nie będzie mi się chciało, ale co najciekawsze ZAWSZE wracam do postanowienia, bo uwielbiam to uczucie odhaczania w notesie faktu, że dany cel udało mi się zrealizować – przyznam, że jest to mój drobny (ale zdrowy) nałóg 🙂

    • Damian Redmer pisze:

      Ogromnie się cieszę 😀

  45. Majewka pisze:

    Na zmiany najlepszy jest sierpień.
    Nie styczeń!
    Ja zrobiłam podsumowanie minionego roku i zaszły u mnie dwie ważne zmiany:
    zaczęłam gotować kawę według kuchni 5 przemian (lipiec)
    i zaczęłam biegać (wrzesień).
    Żadnej z tych zmian nie planowałam.
    W każdej dotąd wytrwałam, choć ta kawa nie codziennie i bieganie nie trzy razy w tygodniu. Ale są.
    Nie planowałam, lecz kawa i bieganie od dawna były dla mnie ważne i „chodziły” mi po głowie.
    Z kawą zaczęłam, bo kupiłam dla przyjaciółki na urodziny książkę, w której był przepis 🙂
    Z bieganiem zaczęłam, bo poszłam kibicować przyjaciołom i stwierdziłam, że ja też tak chcę 🙂
    Ktoś już to pisał – okazje są motorem zmian.

  46. Cześć
    Powiem tak: właśnie to o czym mówisz w tej prezentacji jest tym co się dzieje u mnie… a już liczyłem, że znajdę rozwiązanie. Cele realizuje np. planować co dzinnie każdy dzień… do tego wracałem i przerywałem.
    Żartuje sobie, (pół serio) że nie uczę ludzi tego czego nie umiem, ale to co mi dobrze wychodzi i na czym się znam – zarządzanie emocjami i jak zmieniać emocje, jak się odprężać, jak odpoczywać czy jak się motywować.
    Nie mniej chce w tym roku poprawić planowanie by w kalendarzu pojawiły się szkolenia na cały rok. Publiczne to deklaruje.
    Marcin

  47. Kamil pisze:

    Cześć!
    Postanowiłem napisać tutaj coś ze swojego doświadczenia odnośnie noworocznych postanowień, bo chyba jestem tą jedną z nielicznych osób, którym udało się w tym roku zrealizować „noworoczne postanowienia” :p.
    Otóż w moim domu (mieszkam jeszcze z rodzicami) jest tama magiczna szafka w kuchni. Teraz już prawie w ogóle, ale wcześniej wyrobiłem sobie tak niesamowity odruch, że o każdej porze, w każdej sytuacji, a nawet po obiedzie gdy nie zjadłem drugiego, bo dosłownie przepraszam, ale rzygałem z przejedzenia to szedłem do tej szuflady. Co się tam znajdywało ;)? Wszelkiego rodzaju słodycze, które moja mama skrupulatnie kupowała. Zabawne jest to, że ona sama wyrobiła sobie nie odruch jedzenia tych słodyczy, ale kupowania ich. Łącznie powiedziałem jej z minimum 20 razy by nigdy więcej nic nie kupowała, maksymalnie udało się jej wytrzymywać 4 dni, tak myślę.
    Miałem u dentystki 5 kanałowych 🙂 dajmy na to każde kanałowe minimum -600zł. Cóż……
    Jednak dalej jadłem słodycze. Chciałem coś w swoim życiu zmienić (jestem już ukierunkowany co do przyszłości). Miałem wiele prób, zaniechania jedzenia słodyczy, uczenia się itd itd itd itd. Świeta spędziłem sam z ojcem w jego gospodarstwie w górach. Gdzie zakopałem heh zakopałem w ziemi list do odczytania za 20 czy 25 lat, gdzie napisałem, że z dniem dzisiejszym z dniem kiedy tu jestem (u mego taty, a miejsce to jest odludziem) zostawiam wszystkie złe nawyki itd za sobą i napisałem wszystkie te złe rzeczy na kartce i to czego oczekuję za 20, 25 lat.
    Cóż w sylwestra byłem w teatrze i tam zjadłem jednego cukierka, bo częstowali. Poza tym nie zjadłem żadnego innego cukierka. Brzmi banalnie, ale za tym wszystkim idą dalsze postanowienia jak rozwoju osobistego. Stąd ostastnie dni poświęciłem obejrzeniu wszystkich twoich filmików Damianie, za co jestem tobie MEEEEGA wdzięczny! Dziękuję bardzo 🙂 Oraz inne postanowienia też realizuję, i brnę dalej.
    Może trzeba trochę na zwór filizofi stoickiej wyobrazić sobie całą nędzę naszej dotychczasowej ezgystencji. A potem pomyśleć, że za 10 lat będziemy dalej w niej tkwić niezmiennie. Co mnie popchneło do jednego zdecydowanego czynu, że z nowym rokiem, wybieram. Wybieram zmanę.
    Pozdrawiam!

    • Damian Redmer pisze:

      Super! Gratuluję 😀

  48. Szymon pisze:

    Za każdym razem kiedy mamy pokusę wytrącenia się z rytmu, od razu wracamy albo, jeśli możemy nie dajemy się wytrącić 😀

  49. Marcin Święcki pisze:

    Lubię te Twoje prezentacje. Są super! Dzięki serdeczne!

  50. Andrzej pisze:

    Wyznaczanie celów i ich realizacja to swoista droga pod górę. Dla mnie istotnym w tej wspinaczce są motywatory, które są jak drogowskazy na drodze.
    Wypisywanie celów i ich uzasadnianie jest pierwszym krokiem. Następnie monitorowanie postępu i w sytuacjach zauważenia obniżenia poziomu realizacji sięganie po uzasadnienie danego celu.
    Dużym wsparciem dla mnie są swoiste grupy wsparcia. Jeżeli przyjacielowi czy powiernikowi podam jaki cel chcę realizować, to tym samym mam pewien motywator zewnętrzny, bo przy spotkaniu będę albo chciał się pochwalić swoim osiąganiem celu, albo mój powiernik sam o to zapyta.
    Przenosząc na grunt realizowania celów schemat, który występuje przy robieniu rachunku sumienia, czyli swoiste rozliczenie się z działań w danym dniu pozwala znaleźć słabe i mocne strony mojego postępowania przy osiąganiu celu. Łatwiej wtedy dostrzec to, co muszę odrzucić i to, co muszę wzmacniać, nad czym należy solidnie popracować.
    Myślę, że kolejna prezentacja dostarczy kolejnych ciekawych wiadomości.
    Dziękuję Damianie za to,. że jesteś i dajesz tak wiele w tych krótkich a treściwych prezentacjach.
    Trzymaj się ciepło!

  51. sprytny pisze:

    Najlepiej to zatrudnić osobę która wykona nasze postanowienie za nas! Metoda 100% skuteczna 🙂

  52. Marco pisze:

    Najważniejsze jest to aby pamiętać o swoim osobistym celu, trzymać go w głowie,
    w końcu zaprogramuje się w naszej głowie, tylko należy zauważyć moment i szanse na wprowadzenie go w życie. Mózg jest tak zaprogramowany żeby nas naprowadzać na wszystko co chcemy zwłaszcza te pozytywne rzeczy.

  53. Zena pisze:

    Każdy cel, aby mógł zostać osiągnięty, powinien być SMART:
    Specific (specyficzny)
    Measurable (wymierny)
    Achievable (osiągalny)
    Realistic (realistyczny)
    Timely (w określonym terminie)
    Pomocne w jego określeniu będą pytania: kto, co, jak, gdzie, kiedy.
    Ważne też aby cel został w całości ZAPISANY z wszystkimi SMART szczegółami.
    Powinno być łatwiej go zrealizować, czego wszystkim i sobie życzę 🙂

  54. medicot pisze:

    A ja myślę że największy problem z życiem postanowień jest to że się porządnie nie urodziły. Mówię o tych wielokrotnych przypadkach gdy otoczenie bądź my sami narzucamy na siebie presję w związku z czymś co niby trzeba by zmienić i postanawiamy że to coś zmienimy, staje się to naszym postanowieniem.
    No i co?Podam przykład mojej znajomej. Ma rozmiar XL, bez przerwy stosuje jakąś kolejną dietę cud, narzeka jaka jest gruba, co chwile słyszę od niej: no jeszcze parę m-cy i będę mieć o te X kg mniej itd. Wystarczyło że powiedziałam jej kilka razy co ja sądzę o jej rozmiarze XL. Że jest puszysta, apetyczna, że ma dużo większy biust, że jest seksowna, krągła itp. I jakoś przestała tak strasznie skupiać się na postanowieniu odchudzania.
    Chodzi o to że bardzo często nasze postanowienia nie do końca są nasze, przemyślane, nie są tym czego tak naprawdę pragniemy. No i to powoduje że ich życie jest krótkie. Ja sama przez okres 2 lat przygotowywałam się w umyśle do postanowienia: RZUCĘ PALENIE. Jak to już we mnie urosło do rangi pragnienia to zrobiłam to. Z pełną świadomością co się będzie ze mną działo w pierwszych 5 dniach, w pierwszych 2 tygodniach, w pierwszych miesiącach itd. Oczywiście jednym z ważniejszych tu pomocników była samodyscyplina. Ale dużo łatwiej się dyscyplinować jeśli wiesz co jak działa.
    Kończąc, myślę że pragnienie danego postanowienia (dla siebie samego tylko i wyłącznie) + samodyscyplina + wiara w sukces+ świadomość po co nam to wszystko to chyba to co nie pozwoli nam się wplątać w takie błędne koło.
    Chociaż nie wiem….. 🙂 jestem bardzo ciekawa kolejnej prezentacji.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *