Jak nie dać sobą manipulować? [podstępna technika]

Wśród technik manipulacji jest pewna mało znana i podstępna metoda, za pomocą której jesteś manipulowany niemal ciągle.
W dzisiejszej prezentacji poznasz jej mechanizm i nauczysz się ją kontrować dwoma pytaniami.
Ważne: Nie wykorzystuj tej techniki na innych. Te informacje służą do obrony przed nią, a nie, żebyś sam jej używał do manipulacji.

Znalazłeś w tym wartość?

Podziel się i pomóż innym także znaleźć ten materiał:

Zobacz również:
Komentarze (29):
  1. Piotr pisze:

    1. Zbieg okoliczności
    2. Osoba wcale nie była nieprzytomna tylko udawała
    3. To było przygotowane przedstawienie
    4. Faktycznie poruszony został jakiś nerw połączony z mózgiem który go wybudził (może tam po prostu bardziej zabolalo 😉

  2. Halina pisze:

    Damianie, poruszyłeś b.ciekawy temat;, manipulowanie odczuwa się często nawet wśród najbliższych, przykre to ale prawdziwe, sami na to pozwalamy, niby dla świętej zgody, by było bezkonfliktowo…:-) w tej chwili wybieram taką wersję, z upływem czasu może być już inna. Pozdrawiam serdecznie
    – Halina

  3. Michał pisze:

    Prezentacja bardzo fajna. Treść jest mi bardzo dobrze znana, ponieważ jako ateista spotykam się z osobami które próbują mnie nawrócić zdaniem typu” „jak można nie wierzyć w Boga, ja się modliłam żeby moja ciocia wyzdrowiała i wyzdrowiała, to znaczy, że Bóg isnieje”. Zawsze sobie wtedy myślę, czy jak ktoś modlił się, żeby jego ciocia wyzdrowiała, a ciocia nie wyzdrowieje, czy to wtedy nie oznacza (według tego co wcześniej takie osoby powiedziały), że ich Bóg nie istnieje. Bardzo rzadko interesuje mnie jakie poglądy religijne mają osoby które spotykam, ale biorąc Damianie pod uwagę to, że postawiłem na Ciebie (twoje kursy) jeśli chodzi o mój rozwój, wzrasta u mnie ciekawość, jak na twoją religijność wpływa wiedza którą ostatnio tu prezentujesz. No ale oczywiście nie musisz zaspokajać mojej ciekawości :), widzę duże efekty ze stosowania wiedzy z BY i tylko osobiście mam nadzieję, że któregoś dnia nie odlecisz z prezentacją mega religijną, bo wtedy „zwątpię” ;). Niestety już raz się przejechałem na niejakim Włodku hehe. P.s. mam książkę do oddania (kropki w tytule 😉 ).

    • Damian Redmer pisze:

      To pytanie pojawia się coraz częściej (jest jak najbardziej słuszne), więc może jednak pojawi się jakaś prezentacja 😉
      Odpowiadając: jestem katolem. Praktykującym. Raczej mocno (jak mam czas, chodzę do kościoła 6 razy w tygodniu). Ale nie dlatego, że „myślę, że Bóg istnieje”, tylko dlatego, że ZDECYDOWAŁEM się w to wierzyć.
      Innymi słowy – nie widziałem żadnego dowodu czy argumentu, który przekonałby mnie, że Bóg istnieje. Moje prywatne doświadczenia i odczucia też nimi nie są. Wiedząc jak działa ludzki umysł, jakim iluzjom podlega, wiem że można myśleć cokolwiek i czuć cokolwiek bez znaczenia na fakty.
      Nic nie pokazało mi, że Bóg istnieje. Przeciwnie – większość typowych argumentów wysnuwanych za istnieniem Boga (np. tego typu, o których Ty napisałeś), uważam za uwłaczające dla ludzkiej inteligencji i wiedzy. Z naukowego punktu widzenia są śmieszne i sam jestem w stanie zbić chyba każdy, który widziałem.
      Moja wiara zdecydowanie nie pochodzi więc z tego, że jakiś fakt, argument lub ktoś mnie do tego przekonał.
      Pochodzi z decyzji. Zdecydowałem, że warto i chcę wierzyć, dlatego to robię i staram się to robić z całych sił.
      Raczej więc nie musisz się obawiać żadnej „odlecianej” duchowej prezentacji ;), bo jedyne realne argumenty jakie mam, to dlaczego warto wierzyć, a nie dlaczego to, w co wierzę jest bezwzględną prawdą.

      • Michał pisze:

        Dzięki Damianie za odpowiedź i za zaspokojenie mojej ciekawości .
        Troszkę (może niesłusznie) wyczułem tu Jordana Petersona. Jako ateista oczywiście nie zgadzam się z wszystkim co Jordan mówi, ale uważam, że warto go posłuchać, bo przekazuje sporo ciekawej wiedzy. Powiedzmy że zgadzam się z 80% jego wypowiedzi . Chociaż dużo bliżej mi do Sama Harrisa. Bardzo ciekawe są debaty pomiędzy Petersonem a Harrisem (z wyjątkiem pierwszej ich rozmowy w podcaście Harrisa).
        p.s.
        Wydaje mi się, że kiedyś byłem na podobnym etapie co ty, ale później zauważyłem, że tak naprawdę mogę wziąć (i robić dalej) wszystko co jest dobre z katolicyzmu i odrzucić (nie usprawiedliwiać tego) co jest złe i według mnie głupie. Nie jestem dobry dla innych, bo chcę wypełnić wolę Boga. Nie robię innym krzywdy, żeby uniknąć piekła. Nie krzywdzę innych bo wiem, że to boli i nie chciał bym, żeby mi lub mojej rodzinie ktoś wyrządzał krzywdę. Pomagam innym bezinteresownie, bo wszyscy jesteśmy ludźmi i wszyscy jedziemy na jednym wózku (bardziej kręcimy się na jednej planecie) więc uważam, że moim celem (nie celem wskazanym mi przez Boga) jest zrobienie wszystkiego co mogę, żeby nam jako ludziom na tej ziemi żyło się lepiej. Jak to Harris i Peterson mówią, żeby na ziemi było jak najmniej cierpienia. Mi osobiście przynależenie do Kościoła w tym przeszkadzało. Dysonans poznawczy , chciałbym żeby na świecie nie było biedy, a przynależałem do instytucji (mówiącej również o biedzie na świecie) która posiada tyle majątku, że go sprzedając i dobrze używając tych pieniędzy w krótkim czasie mogła by doprowadzić do usunięcia biedy na świecie. O innych grzechach różnych kościołów/religii nie chcę już wspominać.
        Pozdrawiam, Michał.

      • Arek pisze:

        Jestem pod wrażeniem! Duży szacun!
        Postąpiłeś zgodnie z rezultatem rozmyślań Blaise Pascala nad dylematem – czy lepiej wierzyć, czy nie wierzyć w Boga?
        Okazuje się, że ludziom wierzącym w Boga żyje się łatwiej wewnętrznie. Wynika to z opinii specjalistów w tym zakresie. Moje obserwacje bliskich mi osób to potwierdzają.
        Jednak po tej prezentacji jestem pełen wątpliwości, czy ci ludzie, nie badali zagadnienia w sposób podobny do zachowania pieska z tej prezentacji? Czyli skupili się na ograniczonej puli przypadków, kiedy wiara w Boga pomagała w przejściu różnych sytuacji życiowych, a nie brano pod uwagę przypadków, kiedy działała negatywnie na daną osobę.
        Ja również, mając pełną świadomość kultywowanie pogańskich zwyczajów, siadam do wigilijnego stołu i świętuję Boże Narodzenie. Te święta, nie mające nic wspólnego z wczesnym chrześcijaństwem, nawet z błędną datą ich odbywania, zbliżają polskie rodziny. To mój świadomy wybór, choć racjonalny umysł widzi przyczyny takiego ulokowania tego święta i stosowania takich, a nie innych, zwyczajów. Podążając za Blaise Pascalem, uważam, że lepiej praktykować Wigilię i Boże Narodzenie, niż nie praktykować, niezależnie od wiary w Boga.

      • Joanna pisze:

        Jeżeli nie znalazles dowodu tego, ze Bog istnieje to ja Ci go pokaze, to jesteś Ty sam. Tak jak posiadamy geny mamy i taty, tak posiadamy w sobie części Boga, te parapsychologiczne.
        Pozdrowienia

    • Łukasz pisze:

      Co do poruszonego przez Ciebie Michał wpływu wiedzy na religijność, to jako że jestem fizykiem, czyli teoretycznie rozumiem (mniej lub bardziej) prawa rządzące wszechświatem (rozumianym jako czas, przestrzeń i oddziaływania fizyczne oczywiście, nie mówię tu o jakiejś ezoteryce i pseudonaukowych teoriach), to znajomi dawniej często mnie pytali, jak to jest, że wiedząc to wszytko nadal wierzę w Boga (moi znajomi powszechnie wiedzą, że jestem osobą bardzo religijną). I można by tu dużo mówić, ale wszystkie tego typu rozmowy i własne przemyślenia zawsze sprowadzały się do wniosku, że fizyka dobrze opisuje to co widzimy (w sposób przybliżony, bo każda teoria jest tylko próbą przybliżenia rzeczywistości jaką obserwujemy) i po prostu nie ma ona narzędzi do opisu Boga. Żadna teoria która jest „sprawdzalna” w rzeczywistości stworzonej nie może wyjść poza ten świat i zacząć opisywać rzeczywistości stwórcy. To trochę jakbyśmy byli istotami dwuwymiarowymi i poruszalibyśmy się po płaszczyźnie. Widzisz świat w wersji 2D i on taki dla Ciebie jest. Nawet jeśli istniałby trzeci wymiar, to i tak go nie będziesz mógł dostrzec, ani w żaden sposób udowodnić. Na tej samej zasadzie fizyka nie jest w stanie wyjść poza „granice” naszej rzeczywistości i opisywać rzeczywistości Boga (tak samo jak nie odpowiada na pytania z kategorii dobra i zła, ani tego po co coś zachodzi, a jedynie skupia się na przyczynie i skutku, bez żadnego wartościowania). Kwestia istnienie lub nieistnienia Boga, to kwestia wiary, nie można tego ani udowodnić ani obalić. Z tego powodu nigdy nie będzie „dowodu na istnienie Boga”, czego może niektórzy by oczekiwali. To jest w pewnym sensie piękne, bo daje nam dużą dozę wolnej woli, możesz wierzyć albo nie, możesz przyjąć taki czy inny system wartości i o ile ten system wartości będzie wewnętrznie spójny, to nikt Ci nie wyskoczy z żadnym dowodem, który musisz przyjąć, żeby nie wyjść na idiotę. Tak samo wiedza z BY (który też przerabiam i polecam bo pozwolił mi wprowadzić MEGA pozytywne zmiany w życiu), to nadal wiedza, i jako taka pozwala nam się lepiej poruszać w naszej rzeczywistości (trochę jak fizyka, tylko, że tu na płaszczyźnie społeczno-intelektualnej). To, że wiem, gdzie mój mózg mnie oszukuje, pozwala mi unikać wielu niekorzystnych sytuacji i nie wierzyć np. w różne „ciekawe” ciągi przyczynowo-skutkowe jak choćby podany w prezentacji przykład z psem, czy też wspomniane przez Ciebie wyzdrowienie Cioci na skutek modlitwy. To nie jest żaden dowód, ale też świadomość tego, że takie „dowody” nie są poprawne nie uczyni mnie przecież innym człowiekiem. Tym bardziej, że wiem, że nie ma możliwości udowodnienia ani obalenia „hipotezy” istnienia Boga. A skoro jest to kwestią wiary, to mamy wybór wierzyć albo nie wierzyć i z punktu widzenia wiedzy o naszej rzeczywistości (a tylko taką dysponujemy) każda z opcji jest równo uprawniona (Podobnie jak geometria euklidesowa i geometrie nieeuklidesowe, które mają odmienne założenia wstępne i prowadzą do całkowicie innych wniosków, a mimo że są tak różne to nie można jednej przyjąć, a innych odrzucić. Paradoksalnie wszystkie one są poprawne tak samo, jak poprawna jest zarówno „hipoteza” istnienia Boga jak i nieistnienia. Po prostu żadna nie jest sprawdzalna na gruncie naszej rzeczywistości). Ludwik Pasteur mówił, że „Mało wiedzy oddala od Boga. Dużo wiedzy sprowadza do Niego z powrotem”. Mi się wręcz wydaje, że mało wiary daje złudzenia, a jej wzrost stopniowo wyzbywa człowieka tych złudzeń, pokazując, że z logicznego punktu widzenia nie ma wyróżnionej postawy. Sam na początku byłem niewierzący, więc wiem co mówię. Z czasem zacząłem obalać coraz to kolejne „dowody przeciwko istnieniu Boga”, które sobie postawiłem, aż nie zostało z nich nic. Co wcale nie oznacza, że wobec braku dowodów musiałem uwierzyć w jego istnienie. Jak już pisałem obie opcje są równie uprawnione z logicznego punktu widzenia. Dla mnie „przygoda z wiarą” zaczęła się od świadomej decyzji i poszukiwania, ale już nie na płaszczyźnie świata rzeczywistego. I bardzo się cieszę, że tak było, bo doprowadziło mnie to do wiary bardzo świadomej. Chociaż i tak bez późniejszej łaski nie starczyłoby mi pewnie wytrwałości do trwania w wierze, ale to już temat na inny wątek, bo i tak się strasznie rozpisałem. Ja wiem, że jeśli człowiek szuka Boga, to Bóg go znajdzie i da mu znak swojej obecności, także w jego życiu. Ale nie dowód, tylko znak, bardziej na płaszczyźnie emocjonalno-duchowej, coś, co do Ciebie trafi i pomoże Ci wierzyć. Potem Twój wybór: wierzysz czy nie, bo taki znak nie będzie czymś, co ma Cię przekonać, tylko pomóc trwać w wierze; wspomnienie, do którego będziesz wracał, gdy cały świat będzie Ci mówił, że ta wiara to tylko głupota. A ty będziesz to czuł w sercu i pamiętał, dla Ciebie to będzie wszystko, a jednocześnie nikogo tym nie przekonasz, bo każdy powie „oj takie tam, żaden dowód, mnie nie to przekonuje”. Ja coś takiego przeżyłem i zdecydowanie polecam. Jeśli szukamy, to Bóg nas znajdzie, ale sami nie jesteśmy w stanie dotrzeć do Niego własnym wysiłkiem, siłą umysłu i doświadczenia, nawet jeśli byśmy byli nieskończenie mądrzy (a daleko nam do tego). Ale jeśli się zacznie Go szukać, to On Cię znajdzie.

      • Michał pisze:

        Dzięki Łukaszu za odpowiedź. Nie chcę tu pisać kolejnego wypracowania, bo to trochę poszło by w innym kierunku niż temat prezentacji 🙂 , ale z miłą chęcią bym z tobą na ten temat pokorespondował. Na temat twojej odpowiedzi i oczywiście na temat mojego nowego zainteresowania czyli fizyki kwantowej :). Jesteś fizykiem, więc wiesz na ten temat dużooo więcej niż ja :), Ostatnio „namiętnie” wciągam wszytko na YT co wypuścił Sean Carroll, bardzo mnie to zaciekawiło. Jak jesteś zainteresowany, to daj znać, wtedy może ktoś z rozwojowca podesłał by Ci mojego maila (trzeba go wpisać przy komentarzu, więc go raczej widzą). Pozdrawiam.

  4. Robert pisze:

    Mi temat manipulacji kojarzy się z cybernetyczną definicją manipulacji, czyli:
    ‚jest to taki proces sterowania, w którym cel rzeczywisty jest inny niż cel deklarowany’
    A 4 konkretne możliwe przykłady manipulacji, to:
    2 na wejściu informacyjnym systemu
    2 na wyjściu informacyjnym systemu
    Czyli:
    1) zmuszanie systemu do przyjęcia informacji których system przyjąć nie chce
    2) nie pozwalanie na to, żeby system uzyskał z otoczenia informacje, które system uzyskać chce
    3) zmuszanie systemu do ujawnienia informacji, których system ujawnić nie chce
    4) zablokowanie wyjścia informacyjnego systemu, czyli nie pozwolenie na to, żeby system ujawnił infromacje, które ujawnić chce
    Z pewnym trudem udało mi się kiedyś zaakceptować, że do typu 1) zaliczają się np. reklamy w przerwie jakiegoś filmu / serialu / programu, czy kolorowe, bombardujące ze wszystkich stron ekrany z reklamami/wiadomościami w środkach komunikacji czy na ulicach… 🙂
    W każdym razie – faaajna prezentacja, dzięki 🙂

  5. Wojciech pisze:

    Stary kawał matematyczny mówi, że matematyk obstawia w lotto 1,2,3,4,5,6,7,8 gdyż wie, że te liczby mogą wypaść z dokladnie takim samym prawdopodobieństwem jak każdy inny układ.

  6. Kasia pisze:

    Damianie, moje wielkie WOW! w odpowiedzi na komentarz dotyczący Twojej wiary.
    Ja nie chodzę do kościoła, bliżej mi do buddyzmu (choć nie uczestniczę w żadnych sformalizowanych praktykach) ale Twoje uzasadnienie postrzegam nie tylko jako szokująco szczere ale i bardzo inteligentne. Czyżby trafił do Ciebie zakład Pascala?

  7. Rafał pisze:

    1. Nakłucie któregokolwiek miejsca na ciele wywołałoby to samo (jest mnóstwo punktów akupunktury na ciele)
    2. Być może osoba ta wybudziłaby się w tym samym, lub przybliżonym czasie bez nakłuwania ciała.
    3. Może przyczyną wybudzenia był ból, niekoniecznie tylko tego punktu, a nie reakcja nerwowa.
    Jeśli chodzi o prawdopodobieństwo, to jest oczywiście oddzielny dział matematyki, który nazywa się rachunkiem prawdopodobieństwa i sądzę, że szukanie tutaj odpowiedzi na wszystkie pytania związane z losowością byłoby bardziej owocne niż operowanie myśleniem intuicyjnym.

  8. Ana pisze:

    A co jeżeli pies naprawdę był telepatą? I za każdym razem gdy Pani o nim pomyślała to wstawał do okna? To by wyjaśniało dlaczego podszedł do okna kilka razy w ciągu jej nieobecności. Od punktu widzenia zależą wytoczone argumenty 😉

  9. Robert pisze:

    Łukaszu, Michale – baaardzo Wam dziękuję za taką wymianę myśli…
    Ja tylko chcę od siebie dodać, że mnie do świadomej wiary kiedyś tam doprowadziło odkrycie, że Bóg daje zbawienie za darmo…
    Czyli nie jest tak, jak mi niektóre osoby mówiły wcześniej, że jak się robi dobrze to można sobie ‚zasłużyć’ na niebo a jak się robi źle to na piekło, czyli dobrze by było nie krzywdzić innych, żeby uniknąć piekła…
    Jak mi kiedyś ktoś pokazał palcem fragmenty z listu do Efezjan i z Rzymian (Ef 2, 8-10 i Rz 10,9-10) i sensownie wyjaśnił, to było to dla mnie bardzo radosne odkrycie 🙂
    To tyle, chciałem po prostu wtrącić swoje 3 grosze 🙂 Z dużym szacunkiem podchodzę do tego, co napisaliście, dzięki!
    A… 🙂 I jeszcze w temacie – jako taki ‚trochę-dowód’ na istnienie Boga, to dla mnie dużo intelektualnie ciekawych treści było kiedyś na stronie PTK (creationism.org.pl), zwłaszcza w sekcji „FAQ” 🙂 Ale już tam dawno nie zaglądałem, może coś się pozmieniało (choć to strona z gatunku takich, gdzie raczej mało i rzadko coś ‚się dzieje’)

  10. Adam pisze:

    Psychologiczne wnioski słuszne, choć nie rewolucyjne.
    Szkoda tylko, że aby do nich dojść autor użył metody którą na końcu prezentacji sam moralnie skrytykował. Do „pseudo-naukowego” uzasadnienia swoich slusznych wnioskow podpadł się wręcz mikroskopijnym fragmentem wiedzy o prawdopodobieństwie sugerując że tym właśnie fragmentem wiedzy można wytłumaczyć wszystkie meandry naszego świata.
    Wnioski – prośba do autora aby konsultował się z jakimś specjalistą z nauk ścisłych zanim te nauki ścisłe wykorzysta w swojej prezentacji.

  11. Paweł pisze:

    Nawiązując do tematu prezentacji:
    Ponieważ (za namową Damiana) zapisałem się na szkolenie Marcina Matuszewskiego dotyczące rynku nieruchomości (skusiło mnie, że to ostatnie takie szkolenie – wcześniej zastanawiałem się wielokrotnie) wyeksplikuję pytanie nawiedzające mnie za każdym razem gdy oglądam lub czytam o Marcinie:
    W ciągu kilku ostatnich lat Marcin na szkoleniach opowiedział o swojej metodzie pewnie paru ładnym tysiącom osób.
    1) Jaki jest pełen zbiór osób, które zastosowały jego podejście?
    2) Jaki jest zbiór osób, które odniosły drobny sukces stosując tę metodę (powiedzmy, że chodzi o dochód mocno wspierający inne źródła zarobkowania)?
    ?3) Jaki jest zbiór osób, które zostały RENTIERAMI?
    4) Jaki jest zbiór osób, które zostały MILIONERAMI?
    Paweł

  12. Andrzej pisze:

    To daje nadzieję, że po wyjątkowo ciepłym roku nie będzie naruszona równowaga i bardzo ciężka zima.

  13. zaman pisze:

    A ja wybiorę jedno uzasadnienie i będę w nie wierzył 😉 Osoba nakłuwająca uwierzyła/wybrała zadziałanie punktu ratunkowego i telepatycznie przekazała polecenie obudzenia osobie nieprzytomnej 😀 I spróbujcie to obalić …

  14. Tom pisze:

    Prezentacja ciekawa mimo, że wg mnie rachunek prawdopodobieństwa w podanym przykładzie z psem ani nic nie obala ani nie udowadnia za to pozwala zdobyć perspektywę, co też ważne. Dzięki.
    Damianie podobnie jak Michał (dzięki M. i Łukasz z fajną wypowiedź) „postawiłem na Ciebie” kupując program BY i Cię wraz z Twoim kanałem wszechobec promując jako jedyny rzetelny kanał o rozwoju osobistym jaki znam. Robię to non stop. Ostatnio w ten weekend na kongresie Mieszkanicznika wcześniej na ASBIRO, a mam posłuch jako prelegent. Wychodzi na to, że jestem Twoim wyznawcą trochę jak Ty podjąłeś decyzję, że wierzysz w Boga podobnie ja postawiłem na Ciebie wierząc, że kierujesz się właściwymi intencjami. W tym miejscu koniec smarowania kanapki psychologicznej – mam nadzieję, że po tym wyznaniu dalej działa 🙂 – przechodzimy do sedna sprawy.
    Mając taką wiedzę o mechanizmach psychologicznych i o oddziaływaniu komunikatów praktykujesz katolicyzm – czytaj wystawiasz się na ekspozycję treści, powtarzanie rytuałów itp. które kształtują Twoje przekonania, które to wpływają na treści jakie tworzysz oraz co najgorsze mogą zamazywać Ci obraz rzeczywistość, który w swoich przekazać chcesz pokazać jak najbardziej wiernie – choćby dzisiejszy film).
    Tu się pojawiają moje pytania i obawy dotyczące
    1. Jakie wg Ciebie ma wpływ ta ekspozycja na Twoją pracę
    2. Co ma wiara w Boga z praktykowaniem katolicyzmu? Dalej drążąc.
    3. Dlaczego jesteś katolem(czemu nazywasz się katol nie katolik?)/katolikiem? Jakie widzisz w tym korzyści, a jakie zagrożenia?
    4. Nie myślisz, że to może obniżać jakość merytoryczną Twojej pracy lub powodować, że pominiesz istotne badania? I tak jest wysoka – może byłaby jeszcze wyższa?
    Łukasz napisał skracając myśl, że naszym małym umysłem nie jesteśmy w stanie ogarnąć czegoś większego czego jesteśmy częścią analogicznie jak bakteria w naszym organizmie nie może „ogarnąć” naszego organizmu. Dlatego jestem ateistą i zarazem nim nie jestem gdyż „wierzę”, że świat skądś się bierze/wziął niezależnie czy to jest rachunek prawdopodobieństwa zgodnie, z którym takie zjawisko może nastąpić, siła twórcza, prawa fizyki, źródło, Bóg czy jest też wytworem naszej świadomości/umysłu, który to znów nie wiadomo skąd się wziął/bierze.
    Michał ładnie napisał o zupełnie innej motywacji (wewnętrzne przekonanie związane z zasadą wzajemności) bycia dobrym niż np. motywacja katolika (wypełnianie woli Boga). Statystyki pokazują, że motywacja „wyznaniowa” i argument wielu katolików, że gdyby nie kościół to by w kraju „gwałcili, palili, kradli” więcej, się nie sprawdza. Mianowicie w krajach ateistycznych jest mniej „gwałtów, palenia i kradzieży”. Korelacja pokazuje, że im większy procent w kraju ateistów tym mniej takich negatywnych zachowań.
    Bycie katolikiem/katolem (posiadanie pewnych przekonań) to może być właśnie powód, że takich badań nie znajdziesz Damianie i/lub nie przytoczysz (bycie praktykującym katolikiem). Przez choćby działanie mechanizmu RAS (Reticular Activating System) w mózgu. To jest moja obawa, która mam nadzieję się nie sprawdzi.
    Wcale oczywiście nie umniejsza wartości tego co już zrobiłeś i robisz pod czym się na ten moment podpisuję. Czego dałem dowód w postaci twardej waluty 🙂 Jednak obawa pozostaje. Bardzo cenię Twoje spojrzenie na świat i dokonania dlatego może jest wręcz odwrotnie i moja opinia na temat efektów działania katolicyzmu i jego praktyk jest błędna. Jak to wygląda z Twojego punktu widzenia. 5. Co Tobie to daje? Będę wdzięczny na odpowiedź na ww. 4 pytania i powyższe, bo chcę Cię wspierać gdyż uważam, że to co robisz jest wartościowe i zbieżne z moim sposobem pomagania ludziom. Poznanie odpowiedzi pozwoli mi lepiej Ciebie zrozumieć i tym samym mam nadzieję lepiej wspierać. Odpowiedź może ale nie musi iść na forum tylko np. na maila. Like you wish.

  15. Kasia pisze:

    Tom, mam nadzieję, że Damian odpowie na Twoje pytania. Bardzo ciekawią mnie odpowiedzi. Wolałabym żeby odpowiedział na forum.
    Zanim to jednak nastąpi ośmielę się odnieść do tego co napisałeś. Jestem tutaj nikim, wiem, ale może coś Ci odpowiem.
    Katol to osoba „fanatycznie” 😉 wierząca w Boga, wierząca Bogu – tak bardzo, że nie przeszkadzają jej błędy księży, hierarchów kościelnych, oraz niewyobrażalne majątki kościelne (zwłaszcza te w Pakistanie czy Syrii) itp., bo wierzy, że pomimo wielu rzeczywistych błędów Kościół Katolicki należy do Jezusa Chrystusa – katol, to osoba, której religijność i przynależność do KK nie wynika z tradycji czy wychowania, tylko ze świadomej decyzji, z zawierzenia Bogu i ze świadomej miłości do Niego, Jego Kościoła i wszystkiego co stworzył.
    I tu jest drugi aspekt. Bóg jako Stwórca wszystkiego (w co można wierzyć lub nie, ale nie zmienia to rzeczywistości 😉 ) jest również twórcą psychiki, wszystkich jej mechanizmów działających w indywidualnym człowieku, jak również we wszystkich rodzajach i poziomach wspólnot. Jest też twórcą rozumu. I w żadnym przypadku nie staje na przeszkodzie rozumowemu, naukowemu poznawaniu Swojego dzieła w jakiejkolwiek dziedzinie nauki (istnieje rozróżnienie Bóg – któremu „fanatycznie” wierzą katole 🙂 , a np. hierarchia kościelna, z którą różnie bywa).
    Wystarczy realnie przyjrzeć się historii nauki. Krytycznie a nie populistycznie zobaczyć kiedy nauka była ostrym jak skalpel poszukiwaniem prawdy o przyrodzie, o człowieku, o świecie, a kiedy i dlaczego stała się alchemią (aby w dzisiejszych czasach w dużej mierze stać się już tylko narzędziem zysku rozdawaczy grantów i sponsorów, jak również oparciem dla poprawności politycznej … 🙁 )
    Pan Jezus pouczył „Ja jestem Prawdą”. Człowiek wierzący Jemu, nie boi się prawdy. I tej nieintuicyjnej 😉 , ale zwłaszcza tej trudnej i niewygodnej … Dlatego mam przekonanie, że Damianowi raczej jego światopogląd pomaga być otwartym na prawdę, na jej uczciwe! poszukiwanie, niż go ogranicza 🙂
    Jednak tak jak Ty, Tom, bardzo chciałabym przeczytać co Damian! ma do powiedzenia 🙂

  16. Andrzej pisze:

    Starając się pozostać bliżej tematu prezentacji 😀 chciałbym przedstawić inne spojrzenie na kilka argumentów przytoczonych powyżej.
    AD MICHAŁ
    >>>
    Nie jestem dobry dla innych, bo chcę wypełnić wolę Boga. Nie robię innym krzywdy, żeby uniknąć piekła.
    >>>
    Nie spotkałem w swoim życiu wierzącej osoby, która w ten sposób uzasadniała swoje działania. Ale spotkałem takich, którzy tak samo jak Ty pomagali tak po prostu, bezinteresownie.
    >>>
    Mi osobiście przynależenie do Kościoła w tym przeszkadzało. Dysonans poznawczy , chciałbym żeby na świecie nie było biedy, a przynależałem do instytucji (mówiącej również o biedzie na świecie) która posiada tyle majątku, że go sprzedając i dobrze używając tych pieniędzy w krótkim czasie mogła by doprowadzić do usunięcia biedy na świecie.
    >>>
    1. Tu jest próba oszacowania majątku najw. organizacji na świecie: https://en.wikipedia.org/wiki/List_of_wealthiest_organizations#cite_note-4
    – Fundacja Gatesów – majątek 42 mld $ (na 2017 to 50 mld $). Liczba zatrudnionych: 1500 osób
    – Kościół Katolicki – szac. majątek 30 mld+ $. Liczba „zatrudnionych” ok. 500 tys. osób. Większość majątku stanowią środki trwałe (np. kościóły), które od ręki nie spieniężysz. Utrzymanie nieruchomości i ludzi kosztuje (prąd, jedzenie, ogrzewanie nie są za darmo), no i funkcjonowanie jakiejkolwiek organizacji bez nieruchomości jest w praktyce niemożliwe.
    2. Jak widać wyżej są podobnych rozmiarów i większe organizacje, które „również mówią o biedzie na świecie” i coś nikt się nie chwali, że udało się ją pokonać. Dodatkowo, z tego co wiem, to celem KK nie jest zwalczenie biedy na świecie.
    3. Żeby coś zwalczać należy najpierw co dokładnie zwalczamy. Czy takiego studenta, co podróżuje po świecie bez grosza w kieszeni należy „leczyć od biedy”? Myślisz jest mniej szczęśliwy od Twojego sąsiada?
    Z drugiej strony, jeśli już uznamy kogoś za „chorego na biedę”, to jakie mamy możliwości „leczenia”? Jak oddasz wszystkie swoje pieniądze bezdomnemu, to gdzie go spotkasz za rok? (patrz historie tych co wygrali w loterię).

  17. Michał pisze:

    Hej. Nie było moim zamiarem rozpętanie tutaj religijnej dyskusji. Po prostu, z racji tego, że opieram się w moim rozwoju osobistym na kursach Damiana, wolę być czujny, żeby się nie okazało, że opieram się na opiniach kogoś kto może (podświadomie) omijać jakieś informacje a inne wyolbrzymiać z racji swoich przekonań. Nie powiem, żeby Damian do końca mnie uspokoił hehe, no ale też jakoś bardzo mnie nie zaniepokoił.
    A skoro już mnie wywołałeś Andrzeju do tablicy 🙂
    Nie napisałem, że wszyscy katolicy tacy są. Nie generalizuje. Są tacy katolicy którzy nie postępują źle tylko dlatego, że boją się piekła i są tacy katolicy którzy pomagają bezinteresownie nie wierząc w istnienie piekła. Dużo więcej jest tych drugich, dzięki Bogu (powiedział ateista hehe). Po prostu napisałem, że mi osobiście nie jest potrzebna marchewka i kij (piekło, niebo, wola boga) żeby postępować dobrze i nie krzywdzić innych.
    Piszesz, że są inne instytucje posiadające większy majątek które też chcą walczyć z biedą. To jest trochę dziwne usprawiedliwienie. Po 1, nie napisałem nigdzie, że KK jest jedyną taką instytucją. To była jedyna taka instytucja do której należałem, więc mi to przeszkadzało. Jakbym jakoś wspierał lub należał do innych takich instytucji, to też bym z nich odszedł, bo też by mi to przeszkadzało.
    Dziwna logika typu, „skoro inni kradną, to czego czepiasz się, że ja kradnę”
    Jeden z 7 głównych celów KK „: Prowadzenie działalności charytatywnej, opiekuńczej i społecznej w celu niesienia pomocy duchowej i materialnej osobom potrzebującym.”
    Mamy zupełnie inny obraz biedy na świecie. Ja pod tym sformułowaniem widzę ludzi umierających z głodu i pragnienia, ty widzisz podróżującego studenta. Nie rozumie również pojęcia „chory na biedę”. Napisałem, że te pieniądze trzeba wydać mądrze. Nigdzie nie napisałem rozdać. Takie pieniądze powinny być przeznaczone na doprowadzenie czystej wody do miejsc gdzie ludzie umierają z pragnienia, dostarczania jedzenia tam gdzie ludzie umierają z głodu itd.
    No i żeby była jasność, nie uważam KK za zło, szczerze mówiąc, na tle innych religii jest jedną z bardziej postępowych religii. Samych odłamów chrześcijaństwa jest ponad 1000 i nieliczne uznają np. ewolucję za prawdę, jak to robi KK.
    Ja po prostu jestem osobą która nie czuje żadnej potrzeby przynależenia do jakiś sformalizowanej grupy, a jak jeszcze zaczynam widzieć liczne „grzechy” takiej instytucji (a KK ma ich sporo), to nie mógł bym z czystym sumieniem jej firmować. Stąd mój dysonans poznawczy.
    No i na koniec cytat z utworu jednego z moich ulubionych zespołów (Lao Che), który trafnie opisuje moje stosunki z wspólnotami:
    „Kiedy wspólnota ramieniem mnie garnie
    Niby się tulę, a trzymam gardę”
    Pozdrawiam
    Ateista 😀 Michał

  18. Małgorzata pisze:

    Co do zwierząt, to rzeczywiście wykazują telepatię albo może jakoś odczytują uczucia człowieka. One w jakiś sposób wiedzą.
    Każdy kto ma kota czy psa, głównie kota, zauważa taką prawidłowość, że kot chowa się gdy pomyślisz że ma dostać lekarstwo czy jakiś zabieg, którego nie lubi.
    To się tak często zdarza, że na 100% koty wiedzą. Może to nie jest telepatia lecz w jakiś sposób kot wyczuwa po ruchach człowieka czy głosie.
    Koty chyba wyczuwają stan psychiczny człowieka. Jeden z moich kotów sika w nieodpowiednich miejscach. Czasem zauważam to po czasie. Nagle znajduje zasikane posłanie psa lub tackę na buty. Kot się chowa. Czasem wpadam we wściekłość a czasem już nie mam siły nawet reagować i nic nie robię. Kot wie,że znalazłam siki i się chowa. Po czym to poznaje.

  19. krysia pisze:

    Strasznie chaotycznie jak dla mnie.Jeden wielki makaron na uszy,czekasz że dojdzie gość do sedna sprawy,a sedna nie widać…
    Jak dla mnie wnioski powinny byc zwięzłe i krótkie,rób tak,tak,a nie rób tego,zadawaj takie pytania na inne uważaj.zwracaj uwagę jak odpowiadasz.Taki materiał by mi się podobał.Uważam że autor też się troszkę dał zmanipulować.

  20. Arek pisze:

    Dzisiaj krótko.
    Rzut monetą nie jest losowy. Jest zdeterminowany warunkami rzutu. Ze 2 miesiące temu spierałem się z kolegą na ten temat. Osiągałem wyraźną przewagę jednej strony monety w górze po upadku dowodząc tego empirycznie, typu: 8 reszka, 2 orzełek; 19 reszta, 1 orzełek. Albo ciąg samych reszek lub orzełków. Po prostu ustaliłem pewne warunki, by uzyskać wyraźną przewagę.
    Druga rzecz to nie jest tak, że prawdopodobieństwo jednej strony w górze to 0,5. Moneta jest cylindrem, więc istnieje prawdopodobieństwo, że po upadku stanie na sztorc, czyli ani orzeł, ani reszka nie będzie w górze. I mnie się zdarzył taki przypadek. (Dlatego go pamiętam! :))) ) Wszystko zależy od warunków wpływających na rzut.
    Kwestia psa. Sądzę, że wielu właścicieli psów widzi radość psa na spotkanie z członkami rodziny i zauważa, że ta radość wyprzedza przyjście niektórych osób.
    Moja suczka bardzo cieszyła się na powrót mojej mamy. Najczęściej z pracy, ale też od wizyty u rodziny czy znajomych. Zaczynała się cieszyć na ok. 5-10 minut przed jej przyjściem. Nie były to powroty całkowicie regularne, żeby posądzać o włączanie się zegara u zwierzęcia – zbliża się 15:30, oho, przyjdzie moja pani. Zachowania takie, specyficzne do psiego rytuału powitania, występowały również wtedy, gdy mama zwalniała się z pracy i przychodziła godzinę czy pół godziny wcześniej. A także, gdy spóźniała się (wtedy nie było radości o zwykłej porze powrotu, tylko zwykłe zachowanie, leżenie, bez tej specyficznej psiej radości).
    Z czego wynikało przewidywanie powrotu swojej pani przez moją suczkę? Nie wiem. Zastanawialiśmy się nad zwykłymi powodami takiego zachowania, np. czy nie słyszy charakterystycznego kroku mojej mamy. W każdym razie radość psa na przyjście mamy wyprzedzała o kilka minut wejście mamy do domu.
    Zatem badania pieska z prezentacji należy wrzucić w ten ułamek wielkiego zbioru psich zachowań, który badaczom nie dał pola do popisu.
    Ciekawe, jakie Wy macie doświadczenia ze swoimi psami i podobnymi zachowaniami?
    Nb. uważam psią prekognicję, za zjawisko naturalne. Jeżeli chcieliście zadzwonić do kogoś i zanim wybraliście numer ta osoba zadzwoniła do Was, to wiecie o co mi chodzi. Tzw. ściąganie myślami. Połączenie umysłowe występuje tylko z osobami ważnymi w naszym życiu, o których często myślimy, lub mają na nas silny wpływ w danym okresie czasu. Czy losowość ma tu coś do powiedzenia? Pewnie ma. Takie zjawisko w ogóle nie powinno istnieć. Ale istnieje i wielu ludzi go doświadcza. Napiszę więcej – zdarzało mi się je celowo wykorzystać.

    • Arek pisze:

      Dodam, że zachowania takie bardzo dobrze korespondują z teorią bioelektroniki księdza profesora Włodzimierza Sedlaka, na bazie której wyjaśnił fenomen życia. Zachęcam do lektury jego książek.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *