3 rzeczy, które odkryły badania na sportowcach

Gdy naukowcy wzięli pod lupę wybitnych sportowców, odkryli 3 ciekawe wnioski.

Wnioski, które mogą okazać się bezcenne nie tylko w profesjonalnym sporcie, ale na praktycznie każdej ścieżce życiowej. Prawdopodobnie także Twojej.

Zobacz, jakie 3 lekcje są odpowiedzialne za wybitne osiągnięcia w wielu różnych obszarach:

Znalazłeś w tym wartość?

Podziel się i pomóż innym także znaleźć ten materiał:

Zobacz również:
Komentarze (32):
  1. Krzysiek pisze:

    Ciekawy masz głos Macieju. Bardzo ciekawe informacje przekazane.
    Chciałbym serdecznie podziękować. Nie wiem czy Tobie czy Damianowi. Dlatego dziękuję Wam obu i całej waszej ekipie 🙂
    Dzięki temu nagraniu już wiem co mnie skutecznie blokowało.
    Kiedy miałem kilkanaście lat uczyłem się od McDonalda, że trzeba się uczyć i rozwijać w dziedzinach, w których chce się rozwijać i do których ma się predyspozycje. To było dla mnie naturalne i oczywiste.
    Jednakże kilka lat później zaraziłem się kłamstwem pożytecznym o którym mówisz, że każdy może wszystko tak w skrócie. Jednakże to jest nadal kłamstwo i mimo, że pożyteczne to mnie blokowało.
    Ponieważ z jednej strony żywię nienawiść do kłamstwa i obłudy, to z drugiej strony sam wierzyłem w jedno wielkie kłamstwo. Skutecznie mnie to blokowało i powodowało, że stanąłem w miejscu.
    Dziękuję Wam ludzie. Zabieram się do analizy siebie. Dziękuję raz jeszcze.
    Dodatkowo jeszcze ta super dawka motywacji. Zaczynam dostrzegać wspaniałości, jakie przekazujecie w rozwojowcu. Jesteście super. Będę z pewnością zaglądać coraz częściej.
    I wreszcie ta sprzedaż. Chyba pierwszy raz słyszę tak mądre rzeczy. Nie wiem: może to sposób przekazywania wiedzy, ale jest good, bardzo good 🙂
    Jeśli chodzi o bombę, czasem tak robiłem pracując dla pewnej firmy pożyczkowej. Ludzie zazwyczaj fajnie na to patrzą. Miałem klientkę, która tylko z tego powodu chciała rozmawiać tylko i wyłącznie ze mną.
    Strona dodana do zakładek.
    Jeśli chodzi o zmianę kategorii w dziedzinie którą się zajmujemy, właśnie wczoraj zacząłem to robić. Dotychczasowe moje działania nie miały zbyt większego sensu, jak tak teraz na to patrzę. Zmiana dziedziny jest naprawdę fajna.
    Naprawdę piękna wiedza.
    Jeśli chodzi o kolejną prezentację, czy nie chodzi czasem o to, że największy sukces okazał się największą porażką?
    Z wyrazami wdzięczności,
    Krzysztof

    • Maciej Prósiński pisze:

      Krzysztofie na prawdę dziękuję za te słowa 🙂 Możesz mi wierzyć, możesz nie wierzyć ale oczy mi się przy nich zaszkliły, zwłaszcza, że… bałem się publikować tę prezentację!
      Bałem się, że stając na przeciw tego „pożytecznego kłamstwa”, które dla tak wielu osób jest wręcz dogmatem – mogę zniechęcić część z widzów do siebie i do bloga.
      Twoje słowa jednak pokazują mi, że warto było zebrać w sobie odwagę i pozostać wiernym swoim zasadom i wiernym prawdzie 🙂
      Naładowałeś mnie energią do dalszego działania! Dziękuję.

      • Arek pisze:

        Witam
        Krótko wtrącę swoje 3 grosze.
        Nie bardzo rozumiem Twych obaw, Maćku. Chyba nie ma tak ograniczonych umysłowo ludzi, którzy wierzą we wszystkie bajki tzw. coachów. Szczególnie w megabajkę, że są w stanie wszystko osiągnąć. Nie są. Natomiast ludzie potrzebują zachęty, motywacji do swojego rozwoju, ukierunkowania do znających lepiej temat.
        Wiadomo, że z człowieka o wzroście 150 cm nie zrobisz dobrego koszykarza, a z poruszającego się z gracją słonia wysokiego koszykarza nie zrobisz mistrza baletu czy sprintera. Podobnie, z człowieka ograniczonego umysłowo nie zrobisz myśliciela, a z posiadacza dębowych uszu – dyrygenta. Ale…
        Można dojść pod 100% swoich możliwości w danej dziedzinie i osiągać w niej sukcesy, bo rywale nie przykładają się do swojego rozwoju i pozostają na poziomie 70 czy 80%, albo i mniej, swoich maksymalnych potencjalnych możliwości. Ten nieobdarzony zdolnościami człowiek, dzięki wsparciu trenera i otoczenia, dochodzi do granicy swoich możliwości i osiąga wielkie sukcesy dzięki temu, że w tym okresie i obszarze nie chciało się włożyć tak wielkiej pracy fizycznej, psychicznej i umysłowej osobom uzdolnionym. Klasyczny obraz wyścigu zająca i żółwia. W tym miejscu wyraźnie zaznaczę, że chodzi mi o rozwój jednej kluczowej kompetencji, którą trudno zastąpić innymi, jak w szybkość mięśni i reakcji w sprintach (żółw i zając).
        Uważam, że to, jak piszecie „pożyteczne kłamstwo” nie jest kłamstwem dopóty, dopóki nie można jednoznacznie stwierdzić czy ktoś się nadaje do danej dyscypliny sportu czy nie. Niskiej osoby nie można okłamywać, że będzie mistrzem w skoku w dal, czy pchnięciu kulą, gdzie proste wzory fizyczne na rzut ukośny pokazują silną zależność odległości od wzrostu zawodnika. Osoba nie najwyższa, ale nie niska, już może powalczyć o medale mistrzostw Polski, jeśli trener odpowiednio ją zmotywuje i poprowadzi do odpowiedniego wkładu pracy w trening i samodyscyplinę. Wiara trenera w daną osobę powoduje, że jest ona w stanie uwierzyć w siebie i osiąga założone cele, mimo teoretycznie lepiej uzdolnionych przeciwników.
        Zapis z tymi „najlepszymi narzędziami do osiągnięcia celu”, też jest niedopowiedziany i może być mylący. W myśl teorii sportu i długofalowego rozwoju zawodnika, nie stosuje się najlepszych narzędzi, tylko poświęca się możliwe osiągnięcia i dużą szybkość wzrostu wyniku dla późniejszych rezultatów. To też kwestia nastawienia: czy chcemy mieć mistrza świata w juniorach do 18 lat, czy raczej zależy nam by ten zawodnik w przyszłości zdobywał medale mistrzostw świata seniorów? Trening wówczas jest różny. Wtedy u juniora stosuje się słabsze bodźce, mniej intensywny trening – nie będzie wówczas mistrzem świata juniorów 18, ale jego niewykorzystany potencjał pozwoli na rozwój seniorski („wolniej jedziesz – dalej zajedziesz”). Dla olimpijczyka stosuje się cykl 4-letni, w którym na mistrzostwach świata nie zostaje mistrzem świata, ale na olimpiadzie na pik formy i zostaje mistrzem olimpijskim. Potwierdzeniem tego są starty Pawła Fajdka, który w roku 2015 wygrywał wszystko, robił wyniki na poziomie 80-82 m, a na najważniejszej imprezie czterech lat, olimpiadzie w Rio de Janeiro, spadł na poziom 72 m – „najlepsze narzędzia do osiągnięcia celu” w 2015 za bardzo podniosły poziom bodźców, i te potrzebne na olimpiadę okazały się za słabe. Fajdek tym samym będąc pretendentem do złotego medalu oddał go dużo słabszemu zawodnikowi (niecałe 78,7 m). A wystarczyło trzymać się wymagań teorii sportu…
        W wielu sportach transformacja już ukształtowanych cech motorycznych na inne może dokonywać się rzeczywiście szybko i przynosić znakomite rezultaty w sporcie. Warto tu wspomnieć o jeszcze jednej cesze, która wybitnie wpływa na wynik w nowej dyscyplinie sportu – s a m o d y s c y p l i n i e. W sporcie od setek lat stosuje się rygor kształtujący samodyscyplinę pod wieloma względami – reżimu treningowemu, żywieniowemu, planu dnia, zachowania, myślenia. Zawodnik dostaje przykazania od trenera i musi się ich trzymać, jeśli chce odnieść sukces. Osoba z już ukształtowanym charakterem w biegach długodystansowych, może szybko podnieść poziom np. swojej siły (na siłowni, czyli prostych ćwiczeniach) – i vice versa! – bo ma twarde podejście do treningu i trybu życia.
        Należałoby napisać o c e n i e lub c e n a c h jakie trzeba zapłacić za te sukcesy. Tej ciemnej stronie sukcesu. Sport wyczynowy nie jest zdrowy. Raczej prowadzi do dużego stopnia zużycia aparatu ruchu. „Najlepsze narzędzia do osiągnięcia celu” będą powodować jego szybsze zużycie, wychodzące poza granice regeneracji organizmu. Tak więc – uwaga! – ZDROWY ROZSĄDEK PRZEDE WSZYSTKIM.
        Może kiedyś pokaże się tutaj prezentacja pokazująca ceny, jakie sportowcy płacą na wielu płaszczyznach swojego życia za osiągane mistrzostwo? Problem jest skomplikowany i pomijany w mediach. nie rusza się go, bo trzeba by się do niego ustosunkować. A to byłoby już trudne…
        A może… Może ktoś stworzy prezentację obrazującą cenę jaką należy zapłacić za utrzymanie silnej samodyscypliny? Że trzeba zapłacić za to cenę, to rzecz oczywista. Tu też może być ciemna strona sukcesu. Coś za coś!
        Na koniec dodam, że wokal jest dużo lepszy. 🙂 Przypomniała mi się wczesna Kasia Szafranowska akcentująca niemal każ-dą sy-la-bę w swo-ich wy-po-wie-dziach, co ut-rud-nia-ło od-biór. Po uwagach w komentarzach przestała męczyć ciągłym naciskiem na cały tekst. Tak więc, tej prezentacji słucha się przyjemnie. Czekam z niecierpliwością na część drugą!
        Pozdrawiam
        Arek

    • Arek pisze:

      Krzyśku, z tymi kłamstwami – ostrożnie! Podobno każdy z nas kłamie kilkadziesiąt razy dziennie. Również w dobrej wierze. Wystarczy, że brzydkiej pani powiesz „Ładnie dzisiaj wyglądasz!”, mimo jej ustawicznej brzydoty. Albo ktoś wyleje Ci kawę na marynarkę, gorąco przeprosi, a Ty powiesz – „Nic się nie stało”, w duchu licząc koszty ponad normatywnego prania lub nowej marynarki.
      Poza tym – panta rhei! 😉

  2. Hubert pisze:

    Super. Dużo cennej wiedzy. Pozdrawiam

  3. Grzegorz pisze:

    Super bardzo mi się podobało! utwierdziło mnie to w przekonaniu że powinniśmy robić i rozwijać się w tym w czym jesteśmy dobrzy i przynosi nam to satysfakcje. Gorzej z realizacją ponieważ bardzo trudno jest to COŚ odkryć. Pozdrawiam

  4. Agnieszka pisze:

    Mam takie małe pytanio-sugestię:
    czy w najbliższym czasie będzie może opcja, zeby nie tylko wrzucać filmiki ale także artykuł (tj. w postaci tekstowej)? Nie zawsze mam czas żeby obejrzeć prezentację, a do tekstu jestem w stanie zajrzeć wszędzie 🙂
    Nie chciałabym musieć rezygnować, bo uwielbiam to co robicie 🙂

  5. Erwin pisze:

    Ciekawa prezentacja, tylko brakuje mi jednego, że większość ludzi jest wygodna i szybko się poddaje, a żeby osiągnąć jakikolwiek sukces, trzeba być cierpliwym i dążyć do celu mimo porażek.
    Dlatego tylko nieliczni dochodzą do celu, bo się nie poddają.
    Tak, nie wszystko mogę, ale ja bym powiedział, nie wszystko chcę. Mało kto chce wyjść ze swojej strefy komfortu. I tu jest serce problemu: wytrwałość, cierpliwość i sumienność w dążeniu do celu.
    Pozdrawiam Erwin.

  6. Dawid pisze:

    Już myślałem, że Damian jest niezastąpiony, ale po tej prezentacji widać, że Maciej jest równie inspirujący. Szacun. Pozdrawiam.

    • Maciej Prósiński pisze:

      Nikt tu nie ma nikogo zastępować 😉
      Damian jest ewidentnie lepszy ode mnie na wielu płaszczyznach, ale też ja z czasem (trenowalność!) stałem się w wielu rzeczach mocniejszy od Damiana i dziś mocno się uzupełniamy mogąc dawać Wam wyższą jakość 🙂
      A jako ciekawostkę dodam, że na początku strasznie się wkurzałem, że ćwiczę i ćwiczę i nie widać żebym doganiał Damiana na paru płaszczyznach 😀 Koncentrowałem się na nich, zamiast stawiać na te umiejętności, w których moja trenowalność była najwyższa! Sam popełniałem błąd, o którym dziś mogę Wam powiedzieć w tej prezentacji i przed nim przestrzec.

  7. Janusz pisze:

    Bardzo ciekawy wykład
    Bardzo jednak proszę o pracę nad dykcją
    Jest na prawdę kiepsko
    Pozdrawiam

    • Łukasz pisze:

      Czy mógłbyś określić, nieco bardziej konkretnie, co trzeba poprawić?
      Pytam bo sam staram się pracować nad swoją dykcją, i ta uwaga, mogła by również mi, nieco pomóc.

  8. Łukasz pisze:

    Muzyczka w tle…
    Ten drobiazg w tle.. który na początku się słyszy, a później jak zapach perfum przestaje być zauważalny, choć nadal jest.
    Zmieniana na kompletnie inną skutecznie przywraca pełną (może nawet pełniejszą) uwagę, na prezentowanym temacie.
    Choć prezentacji (wydaje mi się) słucham cały czas z takim samym dużym zainteresowaniem, to działa jak trampolina do opadającej uwagi.
    Czy ktoś oprócz mnie ma takie wrażenie ?
    Czy to tylko subiektywne odczucie?

    • Maciej Prósiński pisze:

      Miło, że zwróciłeś uwagę 🙂 Wciąż uczę się w odpowiedni sposób operować muzyką (ja ją podkładam wybierając utwory oraz to, co i kiedy się z nimi dzieje) właśnie pod kątem czysto pragmatycznym – by pewne momenty uwydatniać, podkreślać ciszą, nadawać im dodatkowy kontekst etc. właśnie po to by jeszcze łatwiej było przyswoić wiedzę.
      Nie wszystko mi tu wychodzi jeszcze tak jak bym chciał, więc jestem otwarty na feedback 🙂

  9. Piotr pisze:

    Z dykcją nie jest wcale źle. Przyzwyczailiśmy się wszyscy do głosu Damiana, a On ma zupełnie inną barwę.
    Jest jednak coś innego co rozprasza cały przekaz, a może być fałszywie odebrane jako zła dykcja prowadzącego.
    Tym czymś jest źle dobrane tło muzyczne.
    Oglądałem film przed chwilą (u mnie aktualnie 22.30). 3-krotnie zatrzymywałem tą prezentacje by upewnić się z jakiego źródła pochodzi muzyka. Upewniłem się, że to podkład muzyczny. Niestety był on na tyle cicho w stosunku do głosu, że tylko mocniejsze dzwięki przedostawały się „na powierzchnię”. Bardzo głęboki pogłos w muzyce sprawia jakby była taka trochę „odrealniona” i przestaje „sklejać się” z głosem. Podejrzewam, że stąd wypływają uwagi odbiorców pod innymi „udźwiękowionymi” filmami, o rozpraszaniu.
    Ponadto sama muzyka nie została dobrze dobrana do przekazu, który wymaga ciągłego skupienia. Zdażyło mi się, że jakiś dzwięk nagle zwrócił moją uwagę i dekoncentrował.
    Z racji, że zdarza mi się korzystać ze studyjnych monitorów odsłuchowych (tak było w tym przypadku) zauważyłem jeszcze jedną prawidłowość.Mam dzwięk ustawiony na możliwie najbardziej neutralną charakterystykę, bez niepotrzebnych zniekształceń i przekłamań, a przy Waszych filmach, Twoich Maćku jak i Damiana, pewne niskie częstotliwości są nieprzyjemnie dudniące.
    Twoja barwa głosu Maćku jest inna niż Damiana. Powinniście brać to pod uwagę dobierając indywidualnie dla siebie mikrofony i robiąc ustawienia.
    warto dobierać mikrofon do własnego głosu.
    Jeśli byłaby okazja to proponowałbym współpracę z realizatorem który „ogarnie temat” dzwięku i podkładów.
    Mimo tych uwag, nie chciałbym być odebranym jako maruda i ktoś kto szuka „dziury w całym”.
    Jest wręcz przeciwnie.
    Osobiście mógłbym słuchać i oglądać takie prezentacje codziennie bez zastrzeżeń.
    Jestem sceptykiem, który uwielbia analizować swoje i innych zachowania.
    Takie prezentacje są dla mnie znakomitą lekcją i jestem za nie bardzo wdzięczny.
    Proponujesz Maćku ciekawe tematy i robisz to w interesujący sposób.
    Przyjemnością będzie kibicowanie Tobie w dalszym uświadamianiu co w Nas drzemie, a co nie.
    Powodzenia.

    • Maciej Prósiński pisze:

      Przyznam, że tak zaawansowane sprawy jak dobieranie mikrofonu stricte pod własny głos, to coś nad czym nigdy się nawet nie zastanawiałem ^^ Dziękuję za uwagi Piotrze, chociaż w sumie nie wiem jeszcze kiedy ani z czyją pomocą byłbym w stanie je wdrożyć.

      • Piotr pisze:

        To co do tej pory robicie jest świetne, mądre i przydatne.
        Jestem pełen uznania i pokładam w Was swoje zaufanie. Jak i setki uczestników również. Dobra robota.
        Zainspirowany komentarzami o jakości odsłuchu wybiegłem myślami trochę do przodu. Założyłem, że wraz ze wzrostem merytorycznego przekazu konieczne wręcz będziecie rozwijanie formy.
        Jak sam wspomniałeś jesteście w fazie testów jeśli chodzi o muzykę w tle. Do tej pory było prosto. Nic nie kolidowało z głosem lektora. Ale teraz jest ciekawiej. Trzeba tylko opanować parę drobiazgów.
        Nie mam zbyt dużego doświadczenia z nagraniami lektorskimi, ale może właśnie dlatego będzie nam łatwiej spojrzeć z tej samej strony.
        Przy nagłośnieniu wokalisty w nagraniu czy na scenie niejednokrotnie istotne jest ukazanie możliwości głosu w pełnym paśmie. Ściszając tylko te częstotliwości, które nie brzmią zbyt dobrze w danym głosie powodując np. dziwne rezonanse lub „pudełkowe” brzmienie.
        Głos ludzki mieści się w zakresie 85Hz – 4000Hz. Wszystko poniżej tych 85Hz to tylko zbędne dudnienia, buczenia i odbicia akustyczne – ogólnie „zamulacze” właściwej treści w głosie. Wszystko zaś powyżej tych 4kHz to tylko świst (czasami potrzebny) , patrząc z perspektywy głosu. Dlatego miksując wokal można śmiało obciąć dół pasma i odpowiednio korygować góre.
        Wracając do nagrania lektorskiego.
        Po wsłuchaniu się w twój film słychać pokój, w którym nagranie zostało zrealizowane. A słychać tylko dlatego, że są odbicia: od ścian, od monitora komputerowego, od płaszczyzny biurka. Część z tego może powodować dudnienie o którym wspomniałem na wstępie.
        Co w takim razie z tym zrobić?
        Na początek z pomocą korektora proponuję obciąć częstotliwości w dole pasma. (filtr górnoprzepustowy). Wszystko poniżęj 100Hz nie jest do niczego porzebne. Cała wartość merytoryczna plus urok brzmienia twojego głosu tylko na tym zyska. Możesz też obciąć górę to pozwoli Ci wyeksponować trochę śmielej muzykę.
        Na eliminację odbić warto by było trochę wytłumić przestrzeń w której nagrywacie.
        Można by użyć takiego filtra:
        https://www.gak.co.uk/en/se-electronics-rf-pro-reflexion-filter-pro/5950
        Poniżej zamieszczam link do filmu nt. filtru górnoprzepustowego.
        Ten film jest zrealizowany przez jednego z bardziej znanych realizatorów dzwięku w naszym kraju. Tylko część informacji zamieszczonych w tym filmie będzie dla Ciebie pożyteczna. Zwróć proszę jednak uwagę w jaki sposób, pod względem audio, jest ten film zrealizowany. Podobne elementy: Głos lektora (zarazem autora)
        i muzyka w tle. Autor świadomie „zmasakrował” swój głos obcinając z barwy mnóstwo składników, ale uzyskał czytelny przekaz i przestrzeń dla pojawiającej się muzyki.
        https://www.youtube.com/watch?v=CH_5qSwQxIo
        Pozdrawiam z nadzieją, że pomogłem.

    • Maciej Prósiński pisze:

      Czy mógłbyś napisać coś więcej odnośnie muzyki? W których momentach nie pasuje, czy który konkretny utwór (np podając w której minucie to słyszysz)?
      To pozwoliłoby mi na jakieś zmiany, bo z uwagi „ogólnie nie pasuje” mogę tylko wyciągnąć tyle by dalej strzelać na wpół w ciemno.

      • Piotr pisze:

        Odnośnie muzyki w tle.
        Jak wspomniałem w poscie powyżej, już samo „ustawienie” głosu lektora zrobi cześć roboty.
        Poza tym słychać ustawioną bramkę szumów, która powoduje, że w miejscach gdzie głos znika to znika również szum. W tych momentach powstaje tzw „kluczowanie” i muzyka się podgłośnia. Ustawiony jest jakiś automat (software), który jest za to odpowiedzialny, ale bez znajomosci detali sprzętowych niewiele mogę pomóc na odległość.
        Pozwolisz Maćku, że odezwę się jeszcze w zwiazku z twoim pytaniem o konkretny kawałek. Muszę przesłuchać prezentację jeszcze raz.

  10. Bartosz pisze:

    Jedna z lepszych prezentacji. Taki „eye opener”.

  11. Mariola pisze:

    Prezentacja świetna, dziękuję.
    Już nie będę „katować” się jazdą na nartach, której się boję z powodu zaburzeń błędnika. Robiłam to dla męża i znajomych, traciłam pieniądze, czas i wiarę w siebie, bo byłam najgorsza. A jak nie jeździłam, to miałam wobec nich wyrzuty sumienia, że psuję fajną zabawę.
    Za to w praktykowaniu jogi jestem najlepsza, co pomaga mojej psychice i kręgosłupowi.
    Zmiana muzyki w tle na ledwie słyszalną bardzo mi odpowiada, tzn. już nie przeszkadza mi jej obecność. Głośniejszy motyw końcowy stał się znakiem rozpoznawczym i pewnego rodzaju nagrodą za wysłuchanie do końca.
    Maćku, wg mnie Twojemu głębokiemu głosowi nie służy nadmierna modulacja i staranna dykcja – tak, jak to było na początku. Teraz jest dużo, dużo lepiej – dla mnie na 4+ (gdzie 5 jest max). Serdecznie pozdrawiam

  12. anonim pisze:

    Witam serdecznie, bardzo ciekawa prezentacja.
    Od siebie dodałbym jeszcze cytat pana Jacka Walkiewicza.
    „Skuteczność jest miarą prawdy, albo się jest skutecznym, albo się nie jest.
    Jeśli to, co robisz jest nieskuteczne, to prawda, na której się opierasz jest nieaktualna”.
    Informacje zawarte w tej prezentacji według mnie są potwierdzeniem tego cytatu, pozdrawiam.

  13. Rafal pisze:

    Potencjalnie pożyteczne, ale krócej byłoby bardziej przyjaźnie 🙂

    • Maciej Prósiński pisze:

      Oj tu masz rację… strasznie długie mi wyszło tym razem ^^

      • Arek pisze:

        Jest OK. W tych tematach, moim skromnym zdaniem, prezentacja jest nawet za bardzo okrojona i ogólnikowa. Przydałaby się szczegółowsza. Sprowadzanie skomplikowanych spraw do wielkości pigułki nie powinno mieć miejsca.

  14. Tuli Luli pisze:

    Maciej, jak fajnie ze wy w Rozwojowcu jestescie madrzy i normalni. Cala branza rozwoju osobistego jest oparta na ‚zawsze i wszedzie mozesz wszystko’ i pelna ludzi jak kolcz Majk. U was jest inaczej. Jestescie super.

    • Maciej Prósiński pisze:

      Nie generalizowałbym aż tak bardzo. Zauważ że duża część trenerów rozwoju osobistego, mówiąc nam, że „możemy wszystko” ma jak najbardziej dobre intencje.
      Wielu słysząc to ze wszystkich stron bierze to za pewnik, a jest olbrzymia różnica pomiędzy powtarzaniem czegoś, w co samemu się wierzy a kłamaniem, prawda?
      Z resztą bycie w błędzie w jednym temacie, nie przekreśla tego, że ktoś może mieć wiele wartości do przekazania w innych. Sam znalazłem wiele wartości w wydarzeniach i materiałach Michała (Kołcz Majk), chociaż z wieloma rzeczami się nie zgadzałem. To normalne.

  15. Anna pisze:

    Z ulgą wysłuchałam prawdy o ludzkich możliwościach.
    Bardzo dziękuję.

  16. Arek pisze:

    Mam nadzieję, że nie popełnię faux pas wklejając link do ciekawego opisu książki „Peak”:
    https://janav.files.wordpress.com/2016/08/peak1.pdf

  17. Małgorzata pisze:

    I to jest właśnie głos rozsądku. W wielu popularnych przysłowiach jak „chcieć to móc” jest niestety tylko półprawda. Dlatego nie zawsze się sprawdzają i wiele osób osiąga tylko frustrację.
    Szczególnie powinni to sobie uświadomić trenerzy rozwoju osobistego, którzy wmawiają, że „chcieć to móc”. Nie udaje ci się, to najwidoczniej za mało robisz, nie pracujesz, albo „no, jak ty nic nie robisz…!!!”.
    Każdy jest inny i do jednych rzeczy mamy predyspozycje do innych nie. Jeśli nie mamy do czegoś predyspozycji to nie warto walczyć z wiatrakami. Problem polega na tym, że nie wiemy do czego mamy predyspozycje i trzeba to jakoś sprawdzić. Na przykład są ludzie, którzy nie wiedzieli, że umieją rysować, a po roku prób okazuje się, że mają ogromny talent. Tacy ludzie pozornie potwierdzają zdanie, że „chcieć to móc”. Ale więcej jest takich, którzy zmagają się bez rezultatu. Pracują, nawet w dziedzinie, którą lubią, ale rezultaty są marne.
    Najczęściej uważamy, że jeśli coś nie wychodzi, to trzeba robić więcej, mocniej, dokładniej i być bardziej wytrwałym. Jak dziecko cię nie słucha, to trzeba powiedzieć mu głośniej, 10 razy, wtedy na pewno posłucha. Ile razy słyszymy: „nie umiesz, to się naucz”. Tymczasem są to lata stracone na walenie głową w mur i poświęcanie życia na to co nigdy nie przyniesie rezultatów.
    Jeśli droga wiedzie do nikąd, trzeba skręcić w inną, porzucając starą bez żalu.
    Maćku, dziękuje ci za rozwiązanie, które podajesz. Rozwiązaniem jest zmienić dziedzinę, tak aby przynajmniej częściowo wykorzystać zdobytą wiedzę czy umiejętności. Zacząć robić coś pokrewnego. Chyba to jest właścnie klucz, aby nie zmieniać drogi na kompletnie inną, lecz wybrać coś pokrewnego.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *