Czego możemy nauczyć się od zwierząt? – Recenzja książki "Duchowe życie zwierząt"

Peter Wohlleben w swojej książce o dosyć prowokacyjnym tytule “Duchowe życie zwierząt” za pomocą badań naukowych i obserwacji udowadnia, że ludzie i zwierzęta mają więcej wspólnego, niż się wydaje.

Czego więc możemy się od nich – zdaniem autora – nauczyć?

Obejrzyj i się przekonaj.

Znalazłeś w tym wartość?

Podziel się i pomóż innym także znaleźć ten materiał:

Zobacz również:
Komentarze (17):
  1. Janusz pisze:

    Panie Bartoszu, najpewniej ma Pan uzasadnienie dla takiej konwencji prezentacji – najpierw własna ocena, kwantyfikowana w punktach, potem informacje z książki, które są warte poznania, a potem ocena końcowa.
    Do mnie trafia zdecydowanie lepiej, gdy na początku recenzent mówi o czym jest książka a potem ją ocenia.

  2. Mariola pisze:

    Oczywiście, że zwierzęta czują i – wg mnie- mają duszę. Zresztą, chyba ostatnio nawet obecny papież to powiedział.
    Ale nie dajmy się zwariować. Rośliny też reagują na bodźce i porozumiewają się ze sobą, a nawet „uczą się” nowych „zachowań” w zmieniającym się środowisku. Kwiatki doniczkowe, do których się mówi, rosną dużo lepiej – sprawdziłam.
    A jeść coś trzeba…
    Uważam, że każde życie należy traktować z szacunkiem i nie przysparzać nikomu/ niczemu? zbędnych cierpień.
    Pozdrawiam

    • Adam pisze:

      Powołujemy się na na to, że jeść coś trzeba, albo – jeszcze lepiej – długą tradycję jedzenia przez ludzi mięs, tymczasem:
      – jemy go najwięcej od wieków
      – zdecydowanie więcej, niż jest to dla nas korzystne
      – o wiele za dużo, niż jest to dla nas konieczne (bo odpowiednio zbilansowana dieta roślinna jest odpowiednia dla człowieka w każdym wieku. Jedyne, o czym trzeba pamiętać, to suplementacja witaminą B12 (co nota bene w XXI wieku, gdzie produkowanych i przyjmowanych supli jest i tak o wiele zbyt wiele, zwłaszcza w Polsce, stanowi najmniejszy problem)). Człowiek to nie kot, który jest bezwzględnym mięsożercą. Nam dieta roślinna służy (nie licząc chorób, przy których dieta wegańska jest niewskazana), a mięsem jedynie robimy dobrze swojemu podniebieniu.
      Żart też polega na tym, że gdybyśmy się wszyscy przerzucili na pokarm roślinny, to tego jedzenia moglibysmy produkować o wiele więcej, bo wydajność produkcji pokarmów roślinnych wielokrotnie przewyższa tę przemysłu mięsnego. Baa, znacznieszylibysmy swój ślad węglowy, oszczędziliśmy znaczną ilość wody etc etc.
      Nie piszę tego tutaj, żeby jakoś zmuszać do weganizmu. Sam nim nie jestem. Nad ograniczeniem jedzenia mięsa pracowałem bardzo długo z miernym skutkiem, bo jego smak zwyczajnie lubię. Ale nie czarujmy rzeczywistości – jadłem i jem mięso (w tej chwili głównie ryb, ale jednak mięso), bo jestem leniwym egoistą ze zbyt słabą wolą, bynajmniej nie zaś dlatego, że mi to do życia konieczne.
      Pokoju!

  3. Adam pisze:

    Miałem kiedyś kotkę.I zdarzało jej się odczuwać smutek kiedy domownikom coś się zadziało. Kiedy ojciec dostał udaru i ratownicy zabierali go do szpitala, oczy kotki wyglądały tak, jakby ona płakała. Prawdą jest też to, co ludzie mówią, że koty przed śmiercią żegnają się z właścicielami. Książki nie czytałem ale ciekawie się zapowiada i chętnie ją sobie kupię. Wiele wskazuje na to, że przed nauką jeszcze dużo rzeczy do odkrycia w świecie zwierząt.

  4. Jan pisze:

    To absolutnie naturalne, że jemy zwierzęta. Jesteśmy gatunkiem mięsożernym. Przed wynalezieniem suplementów witaminowych, weganizm byłby zupełnie niemożliwy – teraz jest wyłącznie bardzo złym pomysłem. Im więcej mięsa i tłuszczu zwierzęcego w naszej diecie, tym zdrowsi jesteśmy.

    • Adam pisze:

      O, a masz na to źródła? 🙂 Bo z tego co wiem jesteśmy wszystkożerni, o czym świadczy od pialiny w ślinie, przez długość układu pokarmowego i florę bakteryjną, jaka go zamieszkuje, po sposoby metabolizowania poszczególnych składników odżywczych przez nasze wątroby.

      • Adam pisze:

        Chodziło oczywiście o pTialinę, trudno jest nie popełniać literówek w telepiącym się autobusie 😉

    • Katarzyna pisze:

      Taaa, a najzdrowsi są Eskimosi, których dieta składa się prawie wyłącznie z tłuszczu i produktów zwierzęcych. A trzydziestolatkowie uważani są za starców, bo średnia długość życia jest znacznie krótsza od przeciętnej np. w Polsce.

  5. Tomek pisze:

    Nie jest prawdą, że bez mięsa człowiek nie może przetrwać, i jedynie suplementy załatwiają kwestie niedoborów pokarmowych. Jedynie witamina B12 jest tylko w produktach zwierzęcych, pozostałem białki, tłuszcze, mikro i makroelementy można pozyskać z roślin. Wierzcie mi, też miałem obawy jak zmieniałem żywienie, a obecnie mięso mi śmierdzi, nie kusi mnie do niego. Pozatym kwestie zdrowotne, lepiej wyglądam, lepiej się czuję, wszystko na plus.
    Zważcie mięsożercy na fakt, że 200 czy 300 lat temu mięo to był rarytas, na dworach szlacheckich jedzony, chlopstwo i mieszczanie jedli je tylko do święta. Podobnie było jeszcze do końca lat 80 XX wieku. Dziś społeczeństwo je 2x więcej mięsa niż jeszcze 10 lat temu, mięso jest podłej jakości, cieknące jakimś chemisznym syfem. Jeśłi nie względy etyczne, to zdrowotne powinny przemkonać do zmiany diety na roślinną. Pozdrawiam miłośników kiełków, sałaty, warzyw i owoców 🙂

    • Adam pisze:

      Dobrze gada, proszę polać temu panu!

    • Alicja pisze:

      i do tego dążę, powolutku małymi kroczkami, ale coraz odważniej , popieram

  6. Wojtek pisze:

    Autor mieszla w Niemczech i ma niemieckie nazwisko. Skąd pomysł by mówić o nim Piter, że nie wspomnę już o dziwnej wymowie nazwiska?

  7. Bogdan pisze:

    Wszystkie trzy książki Wohllebena są warte przeczytania, szczególnie w Polsce gdzie przeciętna wiedza o systemach biologicznych jest bliska zera. A tak w ogólności cała ziemie i pewnie nie tylko, to jedno wspólne pole energetyczne, gdzie jak wiadomo wszystko jest splątane ze wszystkim, szczególnie gdy istnieje świadek (obserwator) zdarzeń.
    Co do mięsa to w Polsce je się go w ilościach co najmniej 10 krotnych w porównaniu np. do lat 60-tych. Ja przestrzegam zasady by nie jeść mięsa, ani jego przetworów pochodzących z obozów koncentracyjnych dla zwierząt, ergo jestem już prawie wegetarianinem, bo jadalne jest prawie nie osiągalne.
    Co do liczących kalorie, miareczkujący witaminy i mikroelementy, to powiem, że nasz gatunek ma wręcz niebywałe zdolności adaptacyjne i pod warunkiem zachowania naturalnie otrzymanego pokarmu (nie syntetyku czy schemizowanego), podoła bez problemu pod jednym „grubym” warunkiem zachowania spokoju ducha.

  8. Krzysztof pisze:

    Kolejna dobra recenzja, mnie na pewno zachęciła do przemyśleń i do sięgnięcia w przyszłości po tę książkę. Bartek tak dalej trzymaj!

  9. Paweł pisze:

    https://m.facebook.com/story.php?story_fbid=297020597659169&id=161143901246840
    Mięso kiepskiej jakości, degradacja środowiska, choroby cywilizacyjne – co jeszcze musi się stać żeby ludzie zaczęli traktować spozywanie mięsa i mord zwierząt jak zabójstwa ludzi?
    A propos witaminy B12: jeżeli zadbasz o higienę wewnętrzną, o czyste jelita, wówczas odżywianie i wchłanialność organizmu będzie na właściwym poziomie i nie będzie brakowało Tobie żadnych mikroskładników.

  10. Hanna pisze:

    Jeszcze nie czytałam książki ,ale nie mam wątpliwości ,że zwierzęta czują ,myślą kochają itd .Miałam psa – owczarka ,teraz już drugiego kota – pole do obserwacji ogromne. Z każdym ze zwierzaków rozmawiałam ,były członami rodziny. Potrafią 'Mówić” i pokazać o co im chodzi jeśli ktoś chce się ich mowy nauczyć. Szacunek do zwierząt świadczy o naszym człowieczeństwie. To jak traktujemy zwłaszcza te bezbronne pokazuje jakimi jesteśmy ludźmi.
    Czy na miano „homo sapiens” zasługuje ktoś kto przywiązuje psa do drzewa w lesie ,albo wyrzuca go z pędzącego samochodu? Czy ktoś kto dla hecy podpala kota to jeszcze jest człowiek. A co z tymi co zakładają wnyki? Pytań za dużo -odpowie każdy dla siebie.
    Sama jestem wegetarianką od ponad 10 lat – mam świetne wyniki badań – piszę dla sceptyków. Da się żyć bez mięsa.
    W moim odczuciu wszytko zaczyna się od szacunku dla innych istot – nie tylko homo sapiens.

  11. Andrzej pisze:

    „lepiej wyglądam, lepiej się czuję”
    Nie neguję tego, ale brzmi trochę jak samospełniające się proroctwo lub też efekt placebo.
    – – – – –
    Popieram pogląd Marioli. To że rośliny nie mają „buzi” i nie reagują na bodźce w podobny sposób jak ludzie nie oznacza, że nie czują. Należy z szacunkiem podchodzić do każdego życia. Ale z drugiej strony nie należy popadać w przesadę, to że ktoś kogoś zjada jest zjawiskiem w pełni naturalnym.
    Swoją drogą uważam, że cierpienie nie jest złem samym w sobie. Pamiętacie Dziadów? Ten kto nie doznał cierpienia, nie jest w stanie doświadczyć pełni szczęścia.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.